Gdy ostatni raz widzieliśmy Mateusza Gamrota w oktagonie UFC ratował on walkę wieczoru gali w Brazylii, biorąc walkę z byłym mistrzem wagi lekkiej Charlesem Oliveirą, mimo braku pełnego obozu przygotowawczego. Przegrał w drugiej rundzie przez poddanie, ale zgodził się na coś, co na papierze brzmiało jak szaleństwo, bo o ile "Do Bronx" jest gigantem tak ogólnie, to w Brazylii praktycznie nie da się go pokonać. W swej ojczyźnie nie przegrał nigdy. Gamrota nic nie odstraszyło i ocalił UFC skórę, bo bez Oliveiry gala straciłaby jakieś 80 proc. prestiżu. Czy mimo porażki dostał w nagrodę jakiegoś bardzo mocnego rywala w następnym pojedynku? A skąd!
Esteban Ribovics co prawda sroce spod ogona nie wypadł. Wygrał 4 walki w najmocniejszej dywizji świata i pretendował do Top 15 wagi lekkiej. Tylko właśnie. Dopiero pretendował, a mimo to dostał walkę z nr 8 rankingu. O przyczynach takiego traktowania Gamrota przez UFC i znaczeniu tej walki dla Polaka pisaliśmy już na Sport.pl. Mówiąc krótko: wszystko lub nic. Jeśli Poznaniakowi marzyła się jeszcze jedna próba dostania się do Top 5 rankingu wagi lekkiej, musiał Ribovicsa pokonać i to w mocnym stylu. Porażka praktycznie przekreśliłaby wszelkie marzenia.
Gamrot nie pozostawił wątpliwości, że nie ma tu zbytniego zamiaru iść na wojnę z Ribovicsem. Boks to domena Argentyńczyka, więc Polak szybko odwołał się do swych zapasów i parteru. Pierwsza próba od razu zakończyła się sukcesem. Zaś na dole to była zdecydowana dominacja Poznaniaka. Do końca pierwszej rundy kontrolował poczynania swojego przeciwnika, szukał jakiejś drogi do poddania. Mało było za to ciosów i to należało poprawić w dalszej fazie walki.
Druga runda miała podobny przebieg. Nieco stójki, ale płaszczyzna w pełni zależała od Polaka. Gdy zechciał obalić Ribovicsa, zrobił to. Znów kontrolę miał pełną, choć na tę małą ilość zadawanych ciosów można się było nieco zżymać. Jednak Gamrot miał cel. Zirytować Argentyńczyka, zmusić go do ryzyka, by uciec z tego parteru. Doczekał się na minutę przed końcem rundy. Ribovics próbował się wykręcić, ale Polak złapał go i wykorzystał okazję, by zapiąć piekielnie ciasne duszenie trójkątem rękoma!
Argentyńczyk znalazł się w żelaznym uścisku Polaka, a sędzia w pewnym momencie myślał, że Ribovics odpłynął. Tak się nie stało, ale nie miało to znaczenia, bo po chwili 29-latek odklepał! Mateusz Gamrot poddał rywala i odniósł pierwsze zwycięstwo przed czasem od 2021 roku! Kompletna zapaśniczo-grapplerska dominacja. Argentyńczyk zresztą po odklepaniu pokręcił tylko wymownie głową. On wiedział, że nie miał tu po prostu żadnych szans. I oby to oznaczało koniec rywali spoza Top 15 wagi lekkiej dla Gamrota. Drodzy panowie z gabinetów UFC, to nie jest żaden gatekeeper. Dawać mu kogoś naprawdę mocnego! Najlepiej z Top 10 rankingu.