Gdy czesko-słowacka organizacja Oktagon MMA postanowiła spróbować swych sił na polskim rynku i zorganizować galę w Szczecinie, stało się jasne, że będą potrzebowali jakiegoś magnesu dla publiki. Zaś nie ma w polskim MMA nazwiska bardziej kojarzonego ze stolicą Pomorza Zachodniego, niż Michał Materla. Nasi południowi sąsiedzi napotkali korzystne okoliczności, bo 42-latek nie ma obecnie najlepszych relacji z KSW. Polska federacja chciała mu przygotować pożegnalną walkę z wypłatą rzędu 2 mln złotych, ale Materla o końcu kariery nadal nie chce słyszeć. Stąd decyzja o stoczeniu w zeszłym roku walki z Dawidem Załęckim w Fame MMA, a potem o podpisaniu kontraktu z Oktagonem.
To właśnie Materla stał się główną gwiazdą gali OKTAGON 86 w Enea Arenie w Szczecinie. W walce wieczoru przyszykowano dla niego Christiana Jungwirtha. Niemiec to weteran czeskiej federacji (15 walk, 8 zwycięstw), który w swej ostatniej walce pokonał przez TKO byłego zawodnika UFC Niklasa Stolze. Przy czym to nie miała być walka na zasadach MMA, a czymś, co oficjele Oktagonu barwnie nazwali "stand and bang". To taki boks w małych rękawicach z dozwolonymi łokciami, obrotówkami i klinczem przy siatce. Czyli cieplarniane warunki do krwawej bitki.
Początek walki nieco rozczarował. W I rundzie widzieliśmy sporo wzajemnego badania się. Dopiero w końcówce Niemiec wyraźnie odczuł mocny prawy ze strony Polaka. Sam odpowiedział kombinacją ciosów, ale choć Materla utracił równowagę, to raczej nie po ciosie. W drugiej rundzie wiele lepiej nie było. Mało ostrych wymian, trafionych mocnych ciosów. Ze "stand and bang" było dużo "stand", ale mało "bang". Dopiero z czasem zaczęło się to zmieniać.
Przy czym dalej nie można było mówić o wielkiej wojnie. Trzecia runda była zdecydowanie najciekawsza z dotychczasowych. Jej początek należał do Jungwirtha, ale z czasem to Materla zaczął dochodzić do głosu. Wywierać na rywalu presję. Podobnie czynił w czwartej odsłonie, tylko że znów, dużo przyruchów i zamykania na siatce, mało korzystania z tego w postaci wyprowadzania mocnych ciosów. Publiczność w Szczecinie, przywykła do heroicznych bojów Materli, mogła być nieco rozczarowana. Jednak Polak wynagrodził to w rundzie piątej.
To właśnie w niej, na pół minuty przed końcem, wyprowadził potężny, obszerny sierp, który znalazł drogę do szczęki Jungwirtha. Wielu po takiej bombie od Polaka by się nie pozbierało, lecz Niemiec jakoś dał radę i zgłosił gotowość do walki, zanim sędzia go wyliczył. Bardzo możliwe, że właśnie ta akcja przypieczętowała wygraną Materli. Polak triumfował jednogłośną decyzją sędziów i udanie zadebiutował w czesko-słowackiej organizacji!