Mateusz Gamrot, kiedyś największa nadzieja na trzeciego w historii polskiego czempiona UFC, od pasa mistrzowskiego wciąż jest bardzo daleko. A UFC chce mu pokazać, że za daleko. Gdyby organizacja myślała inaczej, nie dałaby mu kolejnego przeciwnika dopiero aspirującego do czołówki. Na gali UFC 327 Polaka czeka starcie z Estebanem Ribovicsem i można ją określić w jeden sposób. Wóz albo przewóz.
"Gatekeeper". Tłumacząc to na język polski - "strażnik bramy". W realiach MMA jest to natomiast określenie zawodnika, który zapewne już nigdy nie zostanie mistrzem w zatrudniającej go federacji, ale jednocześnie jest na tyle zaprawiony w bojach ze ścisłą czołówką, że może stanowić punkt odniesienia dla pretendentów do niej. Innymi słowy, jeśli liczysz na najbardziej prestiżowe walki, w tym starcie o pas mistrzowski, musisz takiego "gatekeepera" pokonać. Nie jest to obraźliwe miano, bo wielu świetnych zawodników z czasem zaczynało taką rolę pełnić, gdy już byli ewidentnie po swoim najlepszym okresie.