Marcin Różalski po starciu z Mariuszem Wachem w ramach Strike King 3 w październiku 2024 roku ogłosił zakończenie kariery. - Wiedziałem, że jeśli powiem to oficjalnie, to łatwiej będzie to dotrzymać, gdyż nie rzucam słów na wiatr. Sięgnąłem granic możliwości, przygotowując się do tej walki - powiedział wówczas. Tym większe zapanowało zdziwienie, gdy okazało się, że "Różal" wraca do oktagonu i to podczas gali KSW.
Różalski o Pudzianowskim. "Jest mi obojętny"
Powroty po ponad rocznej przerwie rzadko okazują się dobrym pomysłem. Nie inaczej było w przypadku Różalskiego, któremu Chorwat Bekavac dość szybko zakończył udział w walce. Jednak nie ona była najważniejsza. Były mistrz wagi ciężkiej KSW zbierał pieniądze na rzecz swojego azylu dla zwierząt "Różaland". I, mimo dotkliwej porażki, osiągnął swój cel.
- Wszyscy wyszli na plus. Federacja KSW wyszła na plus. Ja wyszedłem na plus, bo moja zbiórka się przez tę walkę skończyła - powiedział w rozmowie z "Kanałem Sportowym". Przypomnijmy, że chodziło o uzbieranie 1,5 mln złotych potrzebnych do spłaty potencjalnych spadkobierców ziemi, na której stoi "Różaland".
Czy wobec tego nie myślał o uczestniczeniu w galach freak-fightowych? - Kwoty, które były mi oferowane były duże, ale ja tego nie chcę. Nie zawalczę tam - podkreślił. - Nie miałem żalu do moich znajomych, którzy tam wystąpili, ale ich nie rozumiałem. Każdy decyduje o swoim życiu - dodał.
Marcin Różalski w maju 2016 roku wygrał z Mariuszem Pudzianowskim w formule MMA. W ostatnim czasie "Pudzian" kilkukrotnie w mediach społecznościowych zaatakował organizację KSW. Były strongman domagał się wypłacenia pełnej kwoty za kwietniową walkę przeciwko Eddiemu Hallowi. Co o Pudzianowskim i jego publicznym oskarżeniom sądzi Różalski?
- Mariusz Pudzianowski? Jest mi obojętny. Nie obchodzi mnie, co ten człowiek robi, ani co się z nim dzieje - powiedział "Różal", szybko ucinając temat.