Cała gala Fame MMA 29 kręciła się przede wszystkim wokół ośmioosobowego turnieju kickbokserskiego. Stawka była niemała, bo dla triumfatora nagrodą był tuningowany samochód Mercedes S-Class, który wart jest ok. 800 000 złotych. Miał on formułę pucharową, czyli najpierw ćwierćfinały, potem półfinały, a na koniec wielki finał, który był jednocześnie walką wieczoru całej gali w Arenie Jaskółka w Tarnowie.
Kto wziął udział? Na liście uczestników znalazł się m.in. Izu Ugonoh. Swego czasu był wielką pięściarską nadzieją w naszym kraju w wadze ciężkiej. Do boju ruszył też były zawodnik KSW Jay Silva, który stanął w szranki z innym weteranem MMA i kickboxingu Tomaszem Sararą. Natomiast za faworyta całego turnieju uchodził Makhmud Muradow. Jeszcze w lutym 2024 roku stoczył ostatnią walkę w organizacji UFC. W 1/4 finału musiał uważać na warunki fizyczne i siłę Marcina Sianosa, który może i jest znacznie słabszym zawodnikiem MMA, ale walczy w wadze ciężkiej. Muradow to na co dzień zawodnik kategorii średniej.
Ostatecznie w do finału doszli Muradow (wypunktował Sianosa oraz Sararę) i Ugonoh (wygrał na punkty z Mateuszem Kubiszynem i znokautował Alberto Simao). Lepszy okazał się ten pierwszy, który był o wiele szybszy, skuteczniejszy pod kątem celności ciosów. Makhmud wygrał przez decyzję sędziów i wygrał samochód oraz prawo do walki z Denisem Labrygą na gali Fame MMA 30.
Turniej to jednak nie wszystko. Do akcji wrócił choćby Paweł Bomba. "Scarface" na gali Fame MMA 28 w listopadzie zeszłego roku stoczył swój pierwszy pojedynek od prawie trzech lat (siedział w międzyczasie w więzieniu). Bezproblemowo rozbił w nim Marcina Najmana, a teraz chciał zrobić to samo Łukaszowi Pawłowskiemu. Dla "Cameraboy'a" był to debiut w Fame. Jak dotąd w swojej jedynej walce, także w formule K-1, pokonał Natana Marconia. Tym razem jednak nie dał rady. Bomba rozbił go kopnięciami w I rundzie. Po walce wywołała się gigantyczna awantura, bo "Scarface" zaatakował swojego rywala, a potem zwyzywał chyba każdego, kto się napatoczył.
Kickboxing ogólnie był podczas tej gali dominującą formułą walki. W co-main evencie Dawid Załęcki spróbował przerwać serię dwóch porażek (z Michałem Materlą i Michałem Pasternakiem). Jego rywal tym razem nie miał na imię Michał, a Bartosz. Bartosz Szachta. Panowie znają się od lat. Syn Dawida, czyli Denis, był bliskim przyjacielem Szachty, ale doszło między nimi do konfliktu. Ojciec stanął murem za synem, a gdy przyszło co do czego, rozbił młodszego rywala, demolując mu nogę potężnymi kopnięciami. Być może wyglądałoby to inaczej, gdyby Szachta nie koncentrował się przez cały czas na wyzywaniu się z będącym na trybunach Denisem Załęckim.