Podczas ostatniej gali Fame MMA, czyli Fame MMA 26: GOLD, fani polskich freak fightów dostali w krótkim czasie dwie potężne wiadomości. Wpierw ogłoszono, że na kolejnym evencie w walce wieczoru ujrzymy Tomasza Adamka. Chwilę później dowiedzieliśmy się, z kim legendarnemu pięściarzowi przyjdzie się zmierzyć. Jego rywalem będzie nie kto inny, jak były mistrz KSW Roberto "Robocop" Soldić.
To bezsprzecznie jeden z najlepszych pełnoprawnych zawodników MMA, jakich Fame kiedykolwiek przyjęło w swe szeregi. W latach 2017-2021 był postrachem wagi półśredniej oraz średniej w KSW. Pokonał go wyłącznie późniejszy czempion UFC Dricus du Plessis, któremu potem zresztą udanie się zrewanżował, a jego lewa ręka terroryzowała szczęki rywali. Po przejściu do azjatyckiej federacji ONE jego kariera nieco się załamała, ale teraz chce wrócić na właściwe tory i zdecydował się wystąpić na Fame. Tomasza Adamka oczywiście przedstawiać nie trzeba. Były mistrz świata w boksie pokonywał już we freak fightach Patryka Bandurskiego i Kasjusza Życińskiego, a teraz zaboksował właśnie z Soldiciem.
Niestety o ile tacy goście jak Bandurski czy Życiński byli jak najbardziej do pokonania nawet dla 48-letniego już Adamka, tak młody i głodny zwycięstw Soldić już nie. Jego przewaga była gigantyczna. Szybkość, moc uderzeń. Polski mistrz w drugiej rundzie wylądował na deskach. Do walki wrócił, ale po kolejnych strasznych ciosach Chorwata sędzia przerwał pojedynek, oszczędzając Adamkowi sporo zdrowia.
Jednak zanim Polak z Chorwatem wyszli do walki, w bój ruszyła kolejna ikona. Michał Materla przez lata był jednym z najważniejszych zawodników KSW. Były mistrz wagi średniej znany z niebywałego serca do walki. Teraz zdecydował się przyjąć ofertę od FAME i stanąć naprzeciwko 48-letniego Dawida Załęckiego. Starcie odbędzie się na zasadach boksu, ale w małych rękawicach, więc ciężki nokaut nikogo zdziwić nie powinien.
Tak też zresztą ta walka się skończyła. To Materla jako pierwszy runął na deski po ciosie Załęckiego. Sędzia doliczył już do ośmiu i byliśmy krok od gigantycznej sensacji. Do takowej jednak nie doszło. Szczecinianin przetrwał, a niedługo później wypalił potwornym prawym w szczękę rywala, który już nie dał rady podnieść się na czas. Materla wrócił z bardzo dalekiej podróży i wygrał w debiucie dla Fame MMA!
Gala oprawiona jest mianem "Kingdom", czyli po polsku "Królestwo", ale to nie powstrzymało "Cesarza" przed przybyciem. Marcin Najman ostatnio wygrał starcie trzech rywali z Michałem "Boxdelem" Baronem i samozwańczym apostołem Tomaszem Dorożałą. Z kolei w Gliwicach na zasadach MMA zmierzył się ze streamerem Łukaszem "Tuszolem" Tuszyńskim, który w barwach Fame MMA pokonywał już m.in. Jakuba Koseckiego. Teraz do tej listy może dopisać również Najmana. W dodatku uczynił to niezwykle efektownie, zwłaszcza jak na freak fighty, bo w II rundzie poddał go balachą, czyli dźwignią na łokieć.