Ćwierćfinały Golden Tournament przyniosły dość nieoczekiwane rozstrzygnięcia, bo częściej wygrywali ci młodsi zawodnicy, mniej doświadczeni na profesjonalnej scenie. Alberto Simao pokonał Normana Parke'a, gdy po dwóch rundach do klatki wszedł lekarz, obejrzeć oko "Stormin'a". Co prawda Simao rozbił mu je nieczystym, choć przypadkowym, ciosem. Jednak północnoirlandzki zawodnik wpierw został dopuszczony do dalszej walki, którą dokończył. Sędziowie potrzebowali jednak dogrywki, by wyłonić zwycięzcę, a do niej Parke'a już nie dopuszczono.
Labryga zwyciężył z weteranem kickboxingu Tomaszem Sararą, ale tylko przez niejednogłośną decyzję. Nic zresztą dziwnego, pojedynek był niezwykle wyrównany. Nie inaczej zapowiadało się w półfinałowym starciu. Simao wysoki i szybki. Labryga do najwolniejszych też nie należy, a do tego jest o wiele cięższy (prawie 30 kg), potężnie zbudowany. Obaj mieli swoje argumenty.
Od początku walki Simao starał się krążyć wokół mocno bijącego Labrygi. Cały czas okopywał też jego nogi. Z kolei Labryga znów potrzebował chwili, by się rozkręcić, ale po mniej więcej minucie zaczął odpowiadać swoimi ciosami. Jednak tego, co stało się w końcówce pierwszej rundy, nikt nie mógł przewidzieć.
Przy dość ekwilibrystycznym kopnięciu Simao, kolano w jego prawej nodze nie wytrzymało. Padł na ziemię i wściekły przeklinał, wijąc się z bólu. Lekarz szybko wkroczył do klatki, a po niedługiej konsultacji walka musiała zostać przerwana. Labryga wygrał przez kontuzję rywala, awansując do finału. Zmierzy się w nim z Mateuszem "Don Diego" Kubiszynem.