Jeszcze kilka lat temu Kamil "Szczurek" Łaszczyk był uznawany za jednego z najbardziej utalentowanych pięściarzy w Polsce. W pewnym momencie kariery zawodnik stwierdził, że zarobki z boksu są dla niego zbyt małe. Z tego powodu w lutym 2023 roku zobaczyliśmy go na freak-fightowej gali Fame MMA 17. Tam Łaszczyk zmierzył się z Amadeuszem "Ferrarim" Roślikiem. Wydawało się, że rodowity sportowiec szybko poradzi sobie z amatorem, jednak jego rywal zaprezentował się zaskakująco dobrze. Ostatecznie Kamil Łaszczyk po niemałych problemach odniósł zwycięstwo, a "Ferarriego" wywieziono na noszach.
Później pięściarz pod patronem swojego promotora - Mateusza Borka - miał wrócić na ring. Do kolejnych walk bokserskich Łaszczyka nie dochodziło jednak przez wiele miesięcy ze względu na nietypową kontuzję po tajskim masażu. - Dostał jakichś prądów w nodze, która nienaturalnie się wyprostowała i od następnego dnia zaczęły go doświadczać nieprawdopodobne bóle głowy - opowiadał latem zeszłego roku komentator TVP. W końcu pod koniec maja tego roku, po niemal dwóch latach, Polak znów stoczył walkę w boksie.
Wrócił do Stanów Zjednoczonych, gdzie w przeszłości osiągał wiele sukcesów. Otoczenie Kamila Łaszczyka na rywala wybrało Yohana Vasqueza z Dominikany, który jest postrzegany jako bardzo solidny zawodnik. Ostatecznie nasz pięściarz sensacyjnie przegrał przed czasem, ponosząc pierwszą porażkę w zawodowym boksie. W połowie lipca w wywiadzie dla portalu mma.pl sam "Szczurek" wrócił do tamtej walki. Największe pretensje miał do swojego promotora, który nie stanął po jego stronie.
- Można było wygrać tę walkę, gdybym po prostu boksował mądrzej i go wciągał. Byłem na pewno dużo szybszy od niego, a on był naprawdę bardzo silny. 22 lata boksuję, sparuję z mistrzami i nikt nie bił mnie tak mocno jak ten gościu. Nie wierzę, że on był czysty. Najsmutniejsze jest to, że mówiłem o tym mojemu promotorowi, żeby coś z tym zrobił. Nie wiem, żeby go wzięli na testy czy coś. Raczej nic Mateusz z tym nie zrobił i bardzo mnie to wkur*iło - powiedział Łaszczyk, podejrzewając rywala o stosowanie środków dopingujących oraz zwracając się wprost do Mateusza Borka.
Dziennikarz i popularny komentator odpowiedział na słowa swojego zawodnika przy pierwszej możliwej okazji podczas jednego z programów na Kanale Sportowym, gdzie gościli Tomasz Adamek i Krzysztof Włodarczyk. Borek najpierw zobaczył fragment cytowanego wywiadu z Łaszczykiem, po czym z olbrzymią irytacją opowiedział, jak cała sytuacja wyglądała z jego perspektywy. Nie obyło się bez wściekłości i przekleństw.
- Kamil mówi, że go to wku*ia, a mnie już wku*ia to pie*dolenie. Nie mogę już tego słuchać, powiem wam, jak to było. Ja nie robiłem gali w Polsce i powiedziałem Kamilowi, że jeśli chce zaboksować to może to zrobić na mojej gali, którą robię wspólnie z Łukaszem Kownackim i grupa "PrimeTime" z Nowego Jorku - rozpoczął. - Wiadomo, że oficjalnym organizatorem gali w USA nie mogła być moja firma zarejestrowana w Polsce, tylko musiała to być firma ze swoją siedzibą w Nowym Jorku, bo taką galę nadzoruje komisja stanowa Stanu Nowy Jork. Wiadomo, że stałym punktem komisji stanowej Stanu Nowy Jork są badania antydopingowe, które zostaje przeprowadzone u wszystkich zawodników. Zostały przeprowadzone u wszystkich. Ja nie miałem nic wspólnego z tym rywalem. Wybrali go Kamil Łaszczyk ze swoim trenerem - dodał po chwili, odpowiadając na ataki Kamila Łaszczyka i jego żony, która w mediach społecznościowych także miała pretensje do promotora.
Obecnie Kamil "Szczurek" Łaszczyk przygotowuje się do rewanżowej walki z Amadeuszem "Ferrarim" Roślikiem. Starcie w formule MMA odbędzie się 31 sierpnia na Stadionie Narodowym podczas gali Fame MMA 22.