Ależ niespodzianka na Clout MMA. Sosnowski postraszony

Sensacja na otwarcie PPV na gali Clout MMA 5! Albert Sosnowski pokonał co prawda Kacpra "Ludwiczka" Bociańskiego i Mariusza "Super Mario" Sobczaka. Ale sam fakt, że duet o wiele niższych freakfighterów w ogóle przetrwał oraz zadał wiele ciosów byłemu bokserowi, to już wielka niespodzianka. "Dragon" naprawdę miał wiele kłopotów i wygrał głównie dzięki nokdaunom na "Ludwiczku"

Albert Sosnowski po udanym debiucie dla Clout MMA, gdy w drugiej rundzie rozbił ciosami Remigiusza Gruchałę, uznał najwyraźniej, że jeden rywal naraz to dla niego za mało. Wziął więc walkę z dwoma. Konkretnie z Kacprem "Ludwiczkiem" Bociańskim i Mariuszem "Super Mario" Sobczakiem. Co ciekawe, jego dzisiejsi rywale walczyli kiedyś między sobą. Na Clout MMA 1 na punkty wygrał ten drugi.

Zobacz wideo Nowy szef polskiej obrony na Euro 2024? "Nie mam już czasu"

Albert Sosnowski wygrywa walkę

Teraz połączyli siły, by spróbować jakimkolwiek sposobem pokonać byłego pretendenta do mistrzostwa świata w boksie wagi ciężkiej. To, że Ludwiczek gabarytowo to jakaś maksymalnie 1/3 Sosnowskiego, zupełnie nie przeszkodziło mu, by prowokować go podczas face to face. Patrząc wysoko pod górę powiedział wprost, żeby ten "nie mdlał, bo z oktagonu nie wyleci jak z ringu". 

"Ludwiczek" i "Super Mario" wychodzili do oktagonu "po złoto" jak sugerowała ich muzyka na wejście. Zaś Sosnowski wybrał "I feel good" i ogólnie wyglądał na bardzo rozluźnionego. Wiele osób spodziewało się, że "Dragon" trafi mocniej jednego po drugim i będzie koniec. Ale pierwsza runda była wręcz sensacyjna. Jego rywale spychali go razem do klinczu, zadając ciosy. Sosnowski wyglądał na skonfundowanego, jakby nie wiedział, co ma robić. Udało mu się posłać "Ludwiczka" na deski, ale ogólnie miał mnóstwo kłopotów.

W drugiej duet nadal dziko nacierał na Sosnowskiego, ale widać było zmęczenie zwłaszcza po "Ludwiczku", który był dwa razy liczony. "Super Mario" koncentrował się na rzucaniu obszernych sierpów, wielu celnych. Obaj z minuty na minutę byli coraz bardziej zmęczeni, potrafili w chaosie nawet sędziemu przywalić. Ale przetrwali! Do końca trzeciej rundy "Ludwiczek" był liczony jeszcze raz, ale serca do walki nie można mu było odmówić.

Wszystko było więc w rękach sędziów. Więcej ciosów na pewno zebrał Sosnowski, ale to jego rywale byli częściej liczeni. Ostatecznie zwycięstwo jednogłośną decyzją powędrowało do "Dragona", ale jego przeciwnicy moralnie także zwyciężyli. Bo przetrwali i dali wyrównaną walkę.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.