Mike Tyson to absolutna legenda boksu. W połowie lat 80. został najmłodszym w historii mistrzem świata w wadze ciężkiej, a na zawodowych ringach wygrał aż 50 walk, w tym 44 przez nokaut. Karierę zakończył w 2005 r., ale nadal ma ochotę się bić. Cztery lata temu zmierzył się w pokazowej walce z Royem Jonesem Juniorem, a teraz szykuje się do kolejnej. 20 lipca w hali w Arlington wyjdzie do ringu razem z 27-letnim youtuberem Jakiem Paulem. Ostatnio jednak z obozu Tysona napływają niepokojące wieści.
Amerykański portal InTouchWeekly poinformował, że słynny pięściarz miał bardzo nieprzyjemną przygodę podczas lotu samolotem. W niedzielę Tyson leciał z Miami do Los Angeles, gdy nagle poczuł się słabo. Sytuacja była na tyle poważna, że musiał wezwać pomoc.
Z relacji portalu wynika, że około pół godziny przed planowanym lądowaniem współpasażerowie otrzymali na swoich monitorach wiadomość z pytaniem, czy na pokładzie znajduje się lekarz. Został on poproszony o skontaktowanie się ze stewardami i udzielenie pomocy Tysonowi. Na tym jednak nie koniec. Od razu po wylądowaniu do samolotu weszli ratownicy medyczni.
Akcja trwała ok. 25 minut, a inni pasażerowie nie mogli wtedy opuścić maszyny. - Poprosili nas, abyśmy pozostali w samolocie, aby ratownicy medyczni mogli wejść do środka. Stewardessa powiedziała coś w rodzaju: "To naprawdę ważny pasażer, więc chcemy się upewnić, że wszystko z nim w porządku". Wiedziałem, że to on i cicho wymówiłem słowa "Mike Tyson", a ona skinęła głową na "tak" - opowiedział jeden ze świadków zdarzenia.
Tysonowi nic poważnego się nie stało i walka z Paulem wydaje się niezagrożona. - Na szczęście pan Tyson ma się świetnie. Miał mdłości i zawroty głowy z powodu zaostrzenia się wrzodu na 30 minut przed lądowaniem. Jest wdzięczny personelowi medycznemu, który mu pomógł - przekazał w specjalnym oświadczeniu dla InTouchWeekly przedstawiciel pięściarza.