Co za skandal po walce Fury - Usyk. Straty na prawie 100 milionów!

Ołeksandr Usyk został w nocy z soboty na niedzielę pierwszym od 25 lat niekwestionowanym mistrzem świata wagi ciężkiej. Jego starcie z Tysonem Furym wzbudziło gigantyczne zainteresowanie na całym świecie, a obaj zawodnicy zarobili za nie kosmiczne pieniądze. Dziennik "Daily Mail" poinformował we wtorek, że ich wypłata mogła wynosić więcej, doszło jednak do nielegalnego zdarzenia.

Ołeksandr Usyk pokonał w nocy z soboty na niedzielę Tysona Fury'ego i został pierwszym od 1999 roku niekwestionowanym mistrzem wagi ciężkiej. Mimo że zwyciężył przez niejednogłośną decyzję sędziowską, to wielu uważa, że starcie powinno zostać przerwane dużo wcześniej. Kibice nie mieli jednak prawa narzekać na to widowisko. "To była walka godna miana jednego z najważniejszych pojedynków w historii zawodowego boksu" - opisywał to starcie Konrad Ferszter ze Sport.pl.

Zobacz wideo Imponujące zwycięstwo Natalii Kaczmarek podczas 70. ORLEN Memoriału Janusza Kusocińskiego

Skandaliczne wieści po walce Usyk - Fury. Straty na ponad 90 milionów funtów

Nie dość, że było to niezwykle efektowne, to również wyrównane starcie, dlatego nie dziwi fakt, że już została potwierdzona kwestia rewanżu. - Mamy klauzulę rewanżową. Przegrałem niejednogłośną decyzją z dobrym, małym człowiekiem. Uruchomimy ją ponownie w październiku - oznajmił Brytyjczyk.

Pojedynek Usyka z Furym wzbudził ogromne zainteresowanie na całym świecie, a żyli nim dosłownie wszyscy fani pięściarstwa. Trudno zatem być zaskoczonym, że pięściarze zarobili w ringu kosmiczne pieniądze. "The Independent" twierdzi, że Ukrainiec zainkasował 64 miliony euro, natomiast Fury łącznie aż 150 mln, zapewniając sobie aż 70 proc. dochodu z PPV. Jak się okazuje, jego pensja mogła być dużo większa, natomiast doszło do poważnego wykroczenia. "Daily Mail" podaje, że nielegalny stream z tej konfrontacji obejrzało aż 20 milionów osób, z czego cztery mln pochodziły z Wielkiej Brytanii

Prawa do transmisji z tego wydarzenia miały stacje Sky Sports, TNT Sport oraz DAZN. Platforma Yield Sec przeprowadziła analizę, z której wynika, że aż 45 proc. nielegalnego streamingu miało miejsce w Europie, 25 proc. w Ameryce Północnej, a 16 proc. w Azji. Straty wymienionych telewizji wynoszą ok. 95 milionów funtów (475 mln zł).

Dziennik zaznacza, że większość nielegalnych transmisji jest finansowana z gier hazardowych lub programów kryptograficznych. Pobierają one niewielką opłatę za usługę, a często wynosi ona mniej niż jeden funt. Choć Yield Sec podała, że nielegalnie pojedynek oglądało 20 mln, to nie można być tego pewnym, gdyż opiera się ona na założeniu, że daną transmisję ogląda tylko jedna osoba. 

Incydent skomentował rzecznik stacji DAZN. - Piractwo sportowe to kradzież. Inwestujemy znaczne kwoty w walkę z tym zjawiskiem, wykorzystując technologię do monitorowania aktywności użytkowników i edukując fanów o zagrożeniach. Może się to wydawać przestępstwem bez ofiar, ale większość nielegalnych kanałów jest dostarczana przez sieci przestępcze. Nasza rada jest taka: nie narażaj sportu, który Cię interesuje, ani swoich danych, korzystając z nielegalnych kanałów - przekazał dla "Daily Mail".

Czy dojdzie do rewanżu Usyk - Fury w 2024 roku?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.