Nie żyje utalentowany pięściarz. Miał tylko 27 lat. Dramat zaczął się w ringu

Nie żyje utalentowany kongijski pięściarz Ardi Ndembo. Miał 27 lat, a zmarł wskutek brutalnego nokautu, którego doznał 5 kwietnia na Team Combat League. Agencja Viva Promotions przekazała w piątek fatalne wieści. "Opłakujemy stratę Ardiego" - czytamy. Błyskawicznie zareagowali również fani w komentarzach, a ponadto zorganizowali specjalną zbiórkę na rzecz rodziny zmarłego.
Ardi Ndembo
https://www.instagram.com/ardindembo/

Ardi Ndembo był wielką nadzieją kongijskiego boksu. Rozpoczął profesjonalną karierę w grudniu 2019 roku, gdy efektownie pokonał przed czasem Verone Mbembo. Nieco ponad rok później wypunktował Imaniego Daudiego Kawayę, a potem zanotował pięć zwycięstw przez nokaut z rzędu. Obecny rok miał intensywny, gdyż pod koniec lutego zmierzył się z Ramonem Olivasem Echeverrią, a miesiąc temu rozprawił się z Christianem Larrondo Garcią. Na początku kwietnia został za to brutalnie znokautowany przez Nestora Santanę w Miami. Błyskawicznie trafił do szpitala, gdzie wprowadzono go w stan śpiączki farmakologicznej.

Zobacz wideo Jastrzębski Węgiel walczy o mistrzostwo Polski. Norbert Huber: Liczy się dyspozycja dnia, my odpoczęliśmy przed tym meczem

Tragiczne wieści. Bokser zmarł w szpitalu po brutalnym nokaucie 

Agencja Viva Promotions poinformowała w piątek, że po kilku dniach walki zawodnik zmarł. "Opłakujemy stratę Ardiego, który był niezwykle utalentowanym pięściarzem. Zmarł po nokaucie, którego 5 kwietnia doznał na Team Combat League (liga boksu drużynowego - red.)" - czytamy. Jego żona przyleciała do Las Vegas, by być u jego boku, ale była tylko "świadkiem tragedii". 

Będący wówczas w narożniku pięściarza wujek Floyda Mayweathera Jeff wypowiedział się na temat ryzyka, jakie związane jest z tą dyscypliną. - Boks to sport, przy którym dorastasz, oglądając oraz kochając go. Wiąże się jednak z ogromnym ryzykiem. Każdy może stracić życie. Gdy coś takiego się dzieje, wszyscy nagle się budzą. Nie sądzę jednak, że boks jest złym sportem, gdyż w każdym innym również można zginąć. Kiedy jeździsz samochodem wyścigowym z prędkością 200 km/h, też możesz ulec wypadkowi, jeśli wpadniesz w poślizg - wyjaśnił z rozmowie z "The Sun". Mimo to zaznacza, że boks "to brutalny sport".

Wymownie na jego śmierć zareagowali również fani w komentarzach. "To barbarzyńskie wydarzenie. Wydobywa z nas wszystkich to, co najgorsze", "spójrzcie, jak daleko się posunęliśmy, by zabawiać ludzi na wzór rzymskich gladiatorów. Niczego się nie nauczyliśmy", "to jest rozgrywka? Czy widzieliście, jak ktoś o sile fizycznej tego człowieka został pobity na śmierć? Dlaczego nie zrobiono tego pojedynku w rzymskim Koloseum?", "po prostu tragedia. Mam nadzieję, że nie cierpiał" - pisali na X.

Bardzo szybko rozpoczęła się w sieci zbiórka na rzecz rodziny pięściarza, który zostawił na świecie dwójkę dzieci. Wszyscy kibice solidarnie chcą pomóc w zorganizowaniu pogrzebu. Mistrz wagi lekkiej Devin Haney wpłacił na rzecz GoFundMe niespełna 1200 funtów, a łącznie zebrano już ok. dziewięciu tysięcy. Celem jest 19 tys. funtów, natomiast Team Combat League zobowiązało się, że wpłaci dokładnie taką darowiznę, jakiej będzie brakować do planowanej kwoty.

Więcej o: