Marcin Najman w trakcie długiej kariery próbował sił w różnych sportach walki (boks, kick-boxing, MMA). Ostatnio najczęściej można oglądać go we freak fightach, choć i tam na razie nie odniósł znaczących sukcesów. A niedawno zadebiutował w jeszcze innej formule.
W sobotę 3 lutego 44-latek pojawił na gali wrestlingowej "Gold Rush", organizowanej przez polską federację Prime Time Wrestling w Częstochowie. Z widowni śledził, jak w ringu pojawiło się dwóch zawodników, którzy poinformowali o założeniu grupy "Legion Łysych". Szybko próbowali powiększyć swoje grono o sędziego, atakując go i próbując ogolić na łyso.
Na to nie pozwolił im Najman, który nagle wbiegł do ringu i pomógł arbitrowi. Członkowie "Legionu Łysych" potraktowali go z dużym respektem, a po chwili zaproponowali mu dołączenie do grupy. Odpowiedź była bardzo mocna. - Posłuchajcie tego dokładnie. Ja nie jestem łysy. Ja jestem krótko ostrzyżony - ogłosił, a następnie rzucił mikrofonem i mocnymi "ciosami" powalił obu zawodników.
Chwilę później 44-latek wypowiedział się na temat swojego kolejnego pojedynku, który stoczy na gali Clout MMA 4. - To samo będzie z Jackiem Murańskim. 9 marca w łódzkiej Atlas Arenie. Jedziemy z nim do spodu - wykrzyczał.
Zgodnie z zapowiedziami federacji ich walka będzie miała nietypową formułę. "Najtwardsze dostępne rękawice. Uderzenia łokciem i z główki. Dozwolone młotki i backfisty. Zawodnicy nie będą mogli się jednak gryźć! W czwartej rundzie, która odbędzie się bez limitu czasowego, dojdzie do zaostrzenia zasad. Dozwolone będą kopnięcia, stompy i soccer kicki, a także dobijanie w parterze" - przekazano. Dla Najmana konfrontacja z Murańskim będzie piątą w Clout MMA. Wszystkie cztery poprzednie przegrał.