Po porażce w maju 2021 roku z Łukaszem Różańskim Artur Szpilka zakończył bokserską karierę i przeszedł do MMA. Tym samym zakończył współpracę z promotorem Andrzejem Wasilewskim, a od tamtej pory obaj panowie "podgryzają" się w mediach. Po zwycięstwie Szpilki nad Denisem Załęckim na gali High League 4 promotor wymownie zabrał głos. "Teatr teatrem, cyrk cyrkiem... Ale naprawdę to pajacowanie ktoś będzie oglądał?" - napisał.
51-latek zdradził z żalem, że wielu sportowców po zakończeniu z nim współpracy dosłownie urywa kontakt. - To jest najciemniejsza rzecz, która bardzo mnie rozczarowuje. Z różnych przyczyn te relacje między nami się psują - powiedział w programie "Dwa Fotele".
Zaznaczył, że rozumie sytuację, w której jakiś zawodnik nie osiągnął sukcesu, natomiast nawiązał również do Artura Szpilki. - Jest bardzo specyficzny. Nie wiadomo, o co ma do nas uraz. Od lat te lekkie złośliwości w internecie, które z biegiem czasu narastają. Nie rozumiem tego i sprawia mi to dużą przykrość, bo mam poczucie, ile żeśmy pracy w to włożyli, ile serca - dodał.
Promotor zdradził również, że Szpilka jest jednym zawodnikiem w jego życiu, który go uderzył. - Byłem z nim od 18. roku życia. Przetrzymaliśmy jego odsiadki, wszystko. Byliśmy bardzo blisko. Ale to jest jedyny pięściarz, który naruszył moją nietykalność cielesną, kłócąc się o honor kibiców, jego dawnych kolegów. Powiedziałem swoje zdanie, dostałem od niego z głowy, pół godziny później przyszedł i przepraszał, to było w Atlantic City w Stanach Zjednoczonych - wyjaśnił.
Jak się okazało, niedługo potem to Szpilka potrzebował pomocy Wasilewskiego. - Kilka dni później zadzwonił przerażony, że ten, którego honoru tak bronił, to został świadkiem koronnym u Wiślaków. Wsypał 800 czy 900 kolegów, nie żartuję, chyba on jakiś pan "Misiek" się nazywał. Artur do mnie zadzwonił, że "Misiek" o nim bzdury opowiada i że mam go ratować - podsumował.