Fani krwawych bitek poznali Marka Samociuka, gdy został zwycięzcą turnieju walk na gołe pięści "Wotore", gdzie pokonał m.in. Denisa Załęckiego. Ale szerszej publiczności dał się poznać dopiero na galach KSW, gdzie dwukrotnie pokonał Izu Ugonoha. Problem w tym, że Samociuk przegrał z kolejnymi trzema rywalami, czyli Michałem Kitą, Kamilem Gawryjołkiem oraz Filipem Stawowym. Także jego sobotnia walka na Torwarze była o być albo nie być w KSW.
Zresztą, jego rywal Olegs Jemeljanovs - też był pod ścianą, bo w jedynej walce w KSW uległ z Gawryjołkiem.
Samociuk, który do tej walki przygotowywał się m.in. z Arkadiuszem Wrzoskiem, nie mógł od razu narzucić swojego stylu. Jemeljanovs atakował obszernymi sierpami, natomiast Samociuk przyjmował je na gardę i kontrował mocnymi kopnięciami.
- Polak kopie jak koń - zachwycali się komentatorzy Viaplay Maciej Turski oraz Dominik Durniat.
I faktycznie celne niskie kopnięcia Samociuka sprawiły, że Łotysz był coraz mniej mobilny. Ale wciąż był groźny. W drugiej rundzie Polak konsekwentnie okopywał lewą nogę rywala, który gasł z sekundy na sekundę. Na dwie minuty przed zakończeniem rundy padł na matę, Samociuk do niego doskoczył i zaczął go obijać w parterze, a sędzia zakończył walkę.
Dla Samociuka była to piąta wygrana w karierze i trzecia w KSW. Dzięki zwycięstwu na Torwarze będzie otrzymywał kolejne szanse w polskiej federacji. I niewykluczone, że jeszcze namiesza w wadze ciężkiej KSW.
- Przepraszam trenera Roberta Jocza, że nie wykonałem game planu. Ale uważam, że będę czarnym koniem w KSW i trzeba będzie na mnie uważać - oświadczył po walce 27-latek.