Jacek Murański nie jest poważnym aktorem. Dorabia na graniu epizodycznych ról w serialach typu "Klan" czy "Barwy szczęścia". Łysy, bez zarostu, niezbyt wysoki, ale dość umięśniony i ze spiczastym nosem najchętniej wciela się w role bandytów i ulicznych rzezimieszków. Ewentualnie gra ochroniarza, więźnia czy tajniaka. No i zarabia na freak fightach, gdzie przegrał cztery z pięciu walk. Tym razem jednak liczył na triumf, bo rywalem "Murana" był Paweł Jóźwiak, który choć jest silny fizycznie, to nie za bardzo potrafi się bić. Prezes federacji Fight Exclusive Night wygrał połowę z sześciu walk.
Murański zaczął rundę od skrócenia dystansu i uderzenia na korpus przeciwnika. "Muran" potem potknął się w oktagonie, więc nie było standardowego liczenia przez sędziego. Pierwsza runda przebiegała dość spokojnie, a Jóźwiak skupiał się głównie na defensywie oraz kontrowaniu Murańskiego. "Muran" w ogóle nie atakował na górę "Prezesa FEN" i jedynie obijał korpus. Na chwilę przed końcem pierwszej rundy zawodnicy weszli w klincz.
W drugiej rundzie Jóźwiak nie zmienił taktyki i cały czas kontrował "Murana". Potem Murański zaczął zadawać więcej celnych ciosów i korzystał z tego, że Jóźwiak też stracił sporo sił w tym pojedynku. "Muran" polował sierpami, rzucił się do szaleńczego ataku, ale nie znokautował Jóźwiaka. Wszystko rozstrzygnęło się na kartach punktowych. Niejednogłośną decyzją sędziów wygrał Murański, co było wielkim zaskoczeniem. Jóźwiak chciał wyrzucić puchar. - Jak mogłem przegrać walkę, jak dostałem dwa albo trzy ciosy? To chyba logiczne, że powinienem wygrać. To jest jakieś oszustwo, nie zostawię tak tego - mówił na gorąco Jóźwiak. Chwilę później znowu zabrał głos.
- Nie jestem wściekły, tylko wk.....y. To jawne oszustwo. Leję gościa trzy rundy. Trafił mnie może ze trzy razy. Wygrałem trzy rundy, jestem pewny tego, jak faktu, że ziemia się kręci wokół słońca. To skandal! - denerwuje się Jóźwiak w rozmowie z Mateuszem Kaniowskim.
- Werdykt będzie zmieniony, trwają procedury. Złożyłem oficjalny protest. Wziąłem wszystkich sędziów, analizowali walkę, przy mnie klikali. Przyznali się do tego, że nie policzyli pierwszego knockdownu. Pierwsze dwie rundy ja wygrałem, więc trzeciej nie było sensu nawet oglądać. Jestem zwycięzcą i biję się w pierś, że pozwalałem zatrudniać sędziów gamoni! - dodał na łamach mma.pl.