Piątkowa walka z Masiakiem miała być dla Załęckiego dużo łatwiejsza, niż jego ostatnie pojedynki. Kiedy przegrywał starcia z Arturem Szpilką, Pawłem Tyburskim czy Danielem Omielańczukiem, to usprawiedliwiał się klasą sportową rywali. Nie mógł za to użyć takiej samej wymówki po walce z "Wielkim Bu", ponieważ jego rywal nie jest zawodowym sportowcem i dopiero zaczyna karierę we freak fightach. Nie dość jednak, że Załęcki poległ, to po raz kolejny totalnie się skompromitował.
Tuż po zakończeniu starcia zrzucił winę za porażkę na... problemy mentalne. - Nie ma co pi*****ić, głowa siadła. Tak jak mogę Wam powiedzieć, na ulicy jest w stu procentach walki wszystko do końca, wszystko zawsze wygrywam, czy teraz, czy zaraz, to wychodzę do klatki i nie wiem, co się dzieje - przekazał. 26-latek zawsze konsekwentnie zaznaczał, że należy do stowarzyszenia fanatyków Elany Toruń, biorąc udział w "ulicznych walkach".
Następnego dnia po gali Clout MMA 3 kibice toruńskiego klubu zamieścili w mediach społecznościowych wymowne oświadczenie nt. Załęckiego. "Od dłuższego czasu staramy się w internecie nie publikować za dużo treści, ale są sytuacje, które wymagają zabrania głosu z naszej strony!" - rozpoczęto.
"Denis Załęcki to chłopak, który faktycznie niegdyś reprezentował Młodą Elanę i nasze trybuny. (...) Później Denis jednak m.in. z chęci zarobku i zapewnienia godnej przyszłości swojej córeczce, wszedł w ten cały świat freak fightów, stał się rozpoznawalny w całej Polsce, co niekoniecznie jest dobre będąc aktywnym fanatykiem i poniekąd sam wybrał dla siebie inną drogę! Wtedy też, jak sam mówi, odbił od naszego świata kibicowskiego! " - kontynuowano.
"Na dzień dzisiejszy jedyne co łączy Denisa z Elaną to jego tatuaże, wspomnienia i kilka prywatnych kontaktów z osobami od nas! Powyższą treścią chcemy jasno dać do zrozumienia, że Denis obecnie nie jest już reprezentantem naszej ekipy i nie chcemy, aby jego walki, wywiady i działania prywatne były kojarzone z grupami kibicowskimi Elany Toruń! Tyle w temacie!" - podsumowano.
Niedługo po zakończeniu pojedynku z Masiakiem Załęcki miał zmierzyć się z Natanem Marconiem. Miał, ponieważ walka zakończyła się... w 1. sekundzie starcia, kiedy jego rywal "odklepał" bez zadanego nawet ciosu.