- Tu nie ma słów, tu są potężne emocje - podkreślał konferansjer, gdy Piotr Szeliga i Patryk "Bandura" Bandurski na piątkowym ważeniu patrzyli sobie głęboko w oczy. - Wychodzę, robię robotę. I tyle - ucinał dalszą dyskusję Szeliga. - To na pewno będzie dla mnie wyzwanie, ale przepracowałem solidnie cztery miesiące, więc zapowiada się dobra walka - dodawał "Bandura", który w sobotę wyszedł do oktagonu dopiero po raz drugi w karierze.
Dla Szeligi to była już dziewiąta walka. Doświadczenie było po jego stronie, ale warunki fizyczne, ale też wsparcie w hali były zdecydowanie na korzyść "Bandury". Zaczęło się spokojnie z obu stron. Jako pierwszy mocno trafił Szeliga, który nisko chował głowę i starał się skracać dystans, ale "Bandura" od razu odpowiedział celnym podbródkowym.
To był cios, który "Bandura" ponawiał kilkukrotnie. Też w drugiej rundzie, gdy w końcu pod Szeligą ugięły się nogi. - To chyba jest koniec tego pojedynku - zapowiadali komentatorzy. Ale to nie był koniec, bo Szeliga ustał też kolejne ciosy. - Jakim cudem? - dziwili się.
W trzeciej rundzie emocji było mniej. Szeliga był potwornie rozbity, próbował pojedynczych ciosów, ale też chwiał się na nogach po kolejnych mocnych uderzeniach "Bandury", który wygrał walkę jednogłośnie na punkty. - O wielu rzeczach można marzyć, ale są rzeczy, o których możemy nawet nie śnić. Tomasz Adamek! Chciałbym się z tobą sprawdzić w boksie w małych rękawicach - krzyknął "Bandura" po zwycięstwie z Szeligą.