Aż trudno uwierzyć, co spotkało Polaka w Afryce. "Straszny kraj"

Andrzej Wasilewski odbył wiele podróży w życiu, ale szczególnie jedna przyprawiła go o dreszcze, o czym opowiedział w rozmowie z TVP Sport. Przyznał, że doszło do niej w 2020 roku, kiedy to towarzyszył Michałowi Cieślakowi w walce o pas mistrzowski. Kraj, w którym stoczono pojedynek, dostarczył promotorowi wielu emocji i to niekoniecznie pozytywnych. - Tam wartość życia człowieka jest jak szczura przebiegającego po ulicy - powiedział.

Już w sobotę 4 listopada Michał Cieślak stoczy jedną z najważniejszych walk w życiu. Tego dnia na gali Nosalowy Dwór Knockout Boxing Night w Zakopanem stanie do obrony pasa mistrza Europy wagi ciężkiej. Jego rywalem będzie Tommy McCarthy. Kibice już nie mogą doczekać się walki wieczoru, podobnie zresztą, jak i Andrzej Wasilewski. Przy okazji zbliżającego się wydarzenia promotor opowiedział w rozmowie z TVP Sport o jednej z najbardziej szalonych podróży w życiu. Wówczas towarzyszył właśnie Cieślakowi.

Zobacz wideo Kolejny pięściarz w świecie freaków. "Moja głowa jest w porządku, mogę pokazać badania"

Andrzej Wasilewski ujawnia. Ten kraj przyprawił go o dreszcze. "Poczuliśmy na własnej skórze"

Mowa o wyjeździe do stolicy Demokratycznej Republiki Konga w 2020 roku, gdzie pięściarz przystąpił do walki o pas organizacji WBC w wadze junior ciężkiej. Ostatecznie przegrał z Ilungą Makabu po jednogłośnej decyzji sędziów. Jednak wyprawie do Kinszasy, jak i samemu pojedynkowi towarzyszyło sporo kontrowersji. O kilku z nich opowiedział Wasilewski.

Przyznał, że nie czuł się bezpiecznie w obcym kraju. To, co tam widział, było przerażające. - Z całą pewnością najbardziej egzotyczna [wyprawa - przyp.red.] i to jest OK, bo to są przygody, które zostają w pamięci. Ale muszę przyznać, że nie doceniłem, jak może to być arcyciekawy, ale też straszny kraj. Wartość życia człowieka jest jak szczura przebiegającego po ulicy. Poczuliśmy to na własnej skórze, że jak tam znikniemy, to w ogóle nikt nie zwróci na to uwagi. Stąd było tyle emocji - wyjawił.

Wasilewski przyznał też, że nie widział z bliska walki Cieślaka. W czasie, gdy Polak walczył o pas, promotor... uciekał na skuterze na lotnisko, co było spowodowane ogromną ilością pieniędzy, jaką posiadał w plecaku. - My te skutery dorwaliśmy od jakichś handlarzy owoców - kontynuował.

Wasilewski opowiada o szalonej ucieczce

Początkowo Kongijczycy nie chcieli wypłacić gaży Cieślakowi przed walką, ponieważ liczyli, że i tak wygra ich zawodnik. Dodatkowo chcieli dokonać przekrętu, wskutek którego Polak nie otrzymałby pieniędzy. Choć zlecili przelew, to kraj ten jest na liście państw zakazanych i ostatecznie amerykański bank i tak nie odnotowałby wpływów. W związku z tym do sprawy włączyło się WBC i rywale musieli zapłacić sumę przed starciem. Z tymi właśnie środkami finansowymi na skuterze uciekał Wasilewski.

Więcej treści sportowych na stronie głównej Gazeta.pl

- Kiedy ja rozdzierałem te plastikowe opakowania z pieniędzy, któryś z Kongijczyków powiedział: "po co on to rozdziela, przecież to i tak nie jest jego". Przetłumaczył nam to kolega, który dobrze mówił po francusku. Oni to traktowali tak, że dają nam te pieniądze na chwilę. Stąd był cały ten cyrk - podsumował.

Choć ostatecznie Cieślak nie wygrał tej walki, to porażka nie zamknęła mu drogi do owocnej kariery. Jednym z największych osiągnięć było wywalczenie pasa mistrza Europy wagi ciężkiej. Zdobył go w kwietniu 2023 roku, pokonując Dylana Bregeona. Była to jego 24. wygrana w karierze, a 18. przed czasem. Na koncie ma też dwie porażki. Obu doznał w starciach o pas mistrza świata. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.