Robert Karaś szczery do bólu. Oto prawda o jego relacji z ojcem

Jeszcze tydzień temu Robert Karaś uchodził za herosa, ale ostatnia wpadka dopingowa i próby tłumaczenia sprawiły, że mocno ucierpiał jego wizerunek. Musi mierzyć się też z ogromnym hejtem, o czym opowiedział w programie "Cage Special". - Szkoda mi moich rodziców - żalił się Karaś.

Do szkoły nie chodził, wyrzucili go też z internatu. Rodzicie chcieli, żeby został pływakiem, ale on chodził własnymi ścieżkami. I choć jego droga jest przepełniona niewyobrażalnym bólem i krwią, to on się bólu nie boi. A nawet go lubi. Gdyby nie lubił, to nie byłby w stanie osiągać niesamowitych wyników. A przecież w maju Robert Karaś pobił rekord świata w 10-krotnym Ironmanie. Polak przepłynął 38 kilometrów, a 1800 km przejechał na rowerze, aby na deser przebiec 422 km. To wyzwanie, które zwykłemu śmiertelnikowi nawet sobie trudno wyobrazić, a on je ukończył, co zajęło mu 164 godziny, 14 minut i dwie sekundy. 

Zobacz wideo Reportaż o Marcie Linkiewicz - premiera 7 sierpnia na Sport.pl

Problem w tym, że właśnie stracił rekord świata, bo w jego organizmie wykryto niedozwolone substancje - meldonium oraz drostanolon. Karaś przyznał, że przyjął je kilka miesięcy wcześniej, w trakcie przygotowań do lutowej walki w Fame MMA. - Wiedziałem, że to biorę, natomiast nie zagłębiałem się, co to jest, bo miałem to w d***e. Natomiast zapytałem, czy to jest legalne. Usłyszałem: 72 godziny i tego nie będzie w twoim organizmie. Więc wiedziałem, że to jest coś nielegalnego - oświadczył.

"I choć historie dopingowiczów – przede wszystkim ta Lance'a Armstronga, kolarskiego oszusta nad oszustami – pozwoliły nam wytworzyć grubą skórę, to jednak sprawa Karasia wręcz zdumiewa: pychą, bezczelnością, chaosem i w najlepszym wypadku nieprzystojącym atlecie roztargnieniem" - komentował na naszych łamach Piotr Wesołowicz.

Głos zabrał także brat Roberta - Sebastian Karaś, który opublikował emocjonalny list.

"Zawsze byłem dumny ze swojego nazwiska, ale w ostatnich latach doszło też do tego, że momentami było mi wstyd... (...) Uważam, że obecny sposób wypowiadania się Roberta w mediach jest tragiczny! Nie rozumiem, jak można być tak wulgarnym, aroganckim i pewnym siebie człowiekiem... Nie wiem, czy on sobie zdaje sprawę, jaką słowa mają siłę przy takich zasięgach i że jakiś młody człowiek może się na nim wzorować, a niestety przykro mi to stwierdzić, ale moim zdaniem nie jest to dobry wzór do naśladowania. Jeżeli chodzi o temat wpadki dopingowej, to myślę, że to jest jedna wielka amatorka, która nawiązuje do trzeciego akapitu tego tekstu. Nie rozmawiałem dłużej z Robertem od jakichś czterech lat, ale ta sytuacja tylko potwierdza to co było wcześniej, czyli jeden wielki chaos i spontaniczność w całym podejściu okołosportowym" - napisał Sebastian, a cały list przeczytacie TU.

A jak zareagowała reszta Karasiów?

Robert Karaś zdradził to w programie "Cage Special" na kanale FAME MMA TV.

- Aga [partnerka Agnieszka Włodarczyk - red.] jest w mediach i ona wie, jak to wszystko działa i też jest odporna, ale mojej mamy mi jest szkoda. Mojego taty, pomimo tego, że nie mam z nim kontaktu. Kocham swojego tatę, pewnie nie zamienię z nim już słowa, bo nie mam na to ochoty, natomiast wiem, że on też to odczuwa. Ma 76 lat i dostaje z każdej strony, bo nie ma Instagrama itd., odpala TVN i są kłamstwa - zdradził Karaś.

Wpadka dopingowa nie oznacza jednak, że Karaś rezygnuje z wystąpień sportowych. Już 2 września zwalczy na gali FAME MMA, gdzie zmierzy się w boksie w małych rękawicach z Kubą Nowaczkiewiczem. Wcześniej, w debiucie, pokonał rapera Filipka, choć jak już dziś wiemy, był wtedy na dopingu. Jednak w polskim MMA nie ma badań.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.