Nieodłącznym elementem MMA jest tzw. face to face, gdy zawodnicy mogą sobie głęboko spojrzeć w oczy przed walką. Ale freaki zorientowały się, że to doskonała okazja, aby kogoś uderzyć znienacka. Tzw. plaskacze stały się nieodłącznym tego elementem, a najlepszym przykładem tej patologii była ostatnia konferencja Clout MMA. Zaczęło się od Denisa Załęckiego, niesfornego freaka, który uderzył z tzw. partyzanta Daniela Omielańczuka, weterana polskiego MMA. Ale to był dopiero początek agresywnych zachowań tego wieczora.
46-letni Mariusz Pudzianowski, obok Mameda Chalidowa, to najważniejsza postać w historii polskiego MMA w kontekście rozwoju tej dyscypliny. Były mistrz świata strongmanów stoczył 26 pojedynków, z czego zwyciężył 17. Swoich sił w klatce próbował też jego młodszy brat - Krystian. Znany discopolowiec chciał podbić świat freaków, ale wielkiego szumu nie zrobił. Pokonał Radosława Słodkiewicza i Tomasza Chica, ale poległ z Piotrem Szeligą. Teraz szczęścia w MMA szuka najstarszy z braci.
47-letni Dominik Pudzianowski, który wyglądem przypomina Mariusza, w przeszłości zorganizował wiele zawodów strongmanów. Kilka tygodni temu udanie zadebiutował na gali Wotore 7, czyli MMA na gołe pięści. Najstarszy z Pudzianowskich gładko pokonał w I rundzie Tomasza Obcowskiego. Teraz zmierzy się z Pawłem Bombą.
Podczas konferencji poniedziałkowej Bomba więcej atencji poświęcał... Najmanowi, który na tej gali zawalczy z Andrzejem Fonfarą. Ale choć obrażał głównie Najmana, to lekceważąco wypowiadał się także o Pudzianowskim. Ten grzecznie wszystkiego wysłuchiwał, ale kiedy stanął oko w oko z Bombą, to znienacka uderzył go głową. Chwilę później Bombę, także znienacka, zaatakował Najman. Tylko tyle, że pięścią. Bomba, który niedawno temu opuścił więzienie, nie zdołał odpowiedzieć żadnym ciosem. Kilkanaście minut później jedynie odepchnął Pudzianowskiego.
"Na konferencjach prasowych freakowych gal często dochodzi do aktów przemocy. Gwiazdy FAME, Prime Show czy High League czują się bezkarne. Ba, niektórzy z nich bawią się w gangsterów. Na domiar złego organizatorzy gal gaszą ogień benzyną. Jeśli nic się nie zmieni, może dojść do tragedii" - pisaliśmy już kilka miesięcy o tym niebezpiecznym zjawisku.