Denis Załęcki to chuligan Elany Toruń, który dał się poznać szerszej publiczności na galach Gromdy, czyli boksu na gołe pięści. W MMA zadebiutował na gali EFM gdzie pokonał Jussiego Halonena, a we freakowej federacji High League wygrał z Alanem Kwiecińskim (na zasadach K1). Następnie zmierzył się z Mateuszem "Don Diego" Kubiszynem, świetnym kickbokserem, który dopiero uczy się MMA. Załęcki przegrał na punkty.
Denis przegrał też z Arturem Szpilką, choć sprawił mu nieco problemów. Tyle że jeszcze w trakcie pierwszej rundy Załęcki padł na matę i ryknął z bólu. Twierdził, że odnowiła mu się kontuzja kolana i nie był w stanie już rywalizować. A że długo leczył nogę, to na kolejnej gali High League zawalczył z Pawłem Tyburskim na zasadach bokserskich, w małych rękawicach.
Niestety, Denis znowu oszukał kibiców. I choć to mocne słowo, to wydaje się adekwatne. Kolejny raz przystąpił do walki z kontuzją i znowu kolanu zaczęło mu przeszkadzać, przez co był liczony już na początku starcia. A gdy już zdał sobie sprawę, że nie pokona Tyburskiego, to zaczął go faulować nielegalnymi kopnięciami. No i został zdyskwalifikowany. Wygrał za to w konkursie żenady, a cała hala zaczęła gwizdać.
Po tamtej walce wyśmiał go Szpilka w programie Sport.pl LIVE.
- Ja to nawet tego nie komentuję, ale powiem wam jedno. Jest "El Testosteron" i jest drugi - "El Estrogen". Jeszcze raz wam tłumaczę: trzeba umieć przyjąć porażkę na klatę. Nieważne, czy była kontuzja, czy nie było, ale się przegrało i trzeba zamknąć mordę, robić swoje i udowodnić, że to faktycznie było przez kontuzję, a nie gadać i opowiadać. Tym bardziej że się umówił na jedno, a mówi drugie. Ja też przegrywałem, miałem sytuacje, które mnie przytłaczały, ale przegrałem, dostałem wpier*** i dziękuję skończyłem - mówił Szpilka, co możecie zobaczyć w tym poniższym wideo (od 40:10):
Po dwóch pojedynkach Załęckiego, w którym odniósł identyczną kontuzję, środowisko sportów walki go powszechnie skrytykowało. Z Denisa szydził także Daniel Omielańczuk, weteran polskiego MMA, który debiutował w klatce w 2009 roku. Walczył w UFC, ACB (i ACA) czy KSW, a teraz zmierzy się właśnie z Załęckim. Tyle że na freakowej gali Clout MMA.
Panowie pierwszy raz stanęli twarzą w twarz i już zrobiło się gorąco. Załęcki zaatakował znienacka Omielańczuka, tłumacząc, że zrobił to, bo usłyszał, że 40-latek miał go uderzyć "z partyzanta".
Choć Omielańczuk ma zniszczony organizm licznymi kontuzjami i przegrał pięć z ostatnich siedmiu walk, to i tak byłby faworytem w walce na zasadach MMA. Załęcki ma tego świadomość, więc będą się bili na zasadach kickbokserskich. Tak wynika z komunikatu prasowego Clout MMA, choć trzeba zaznaczyć, że podczas konferencji prasowej Denis twierdził, że będzie się bił na zasadach bokserskich w małych rękawicach.
"Ten pojedynek rozgrzeje cały internet. Na drugiej konferencji CLOUT MMA potwierdzono jeden z nadchodzących pojedynków. Były zawodnik UFC i KSW Daniel Omielańczuk stoczy pojedynek z jednym z najbardziej polaryzujących freak-fighterów Denisem "Bad Boyem" Załęckim. Termin tego pojedynku poznacie już niedługo!" - czytamy w komunikacie.
Na sobotniej gali wystąpi 46-letni Dawid Załęcki, ojciec Denisa. W odróżnieniu od syna zachowuje spokój na konferencjach, jest małomówny i z szacunkiem wyraża się o swoim rywalu. Denis Labryga to freak wagi ciężkiej, który walczył na Wotore i High League. Reprezentant warszawskiego klubu WCA ma duży potencjał, więc walka ze starszym Załęckim, który świetnie prezentuje się w klatce, powinna skraść show pierwszej gali Clout MMA.