Justin Gaethje i Dustin Poirier od lat należą do czołówki wagi lekkiej UFC. Przypomnijmy sobie 2018 rok, gdy zmierzyli się po raz pierwszy. Wówczas górą okazał się Poirier, wygrywając w czwartej rundzie. Tym razem walka była znacznie krótsza.
Już w drugiej rundzie Gaethje popisał się fenomenalnym wysokim kopnięciem z prawej nogi. Poirier otrzymał kopniaka w okolicach ucha, a takie uderzenia najczęściej "wyłączają światło". I tak było tym razem. Zresztą, tylko spójrzcie:
Gaethje znokautował rywala i tym samym zdobył tym samym pas BMF (od "baddest motherf*****"), czyli pas dla "największego skur...".
Gala miała też polski wątek. W oktagonie spotkało się dwóch byłych mistrzów UFC. I choć starcie było wyrównane, to Jan Błachowicz, były posiadacz pasa dywizji półciężkiej, przegrał na punkty z Alexem Pereirą, dawnym czempionem wagi średniej.
- Moje odczucia na gorąco? Wygrałem. Tak czułem, tak i jak mój narożnik oraz hala w Salt Lake City. Ale co mam teraz zrobić? Rzucać mięsem? To już nic nie da. Może za dużo sił zużyłem w 1. rundzie? Napaliłem się na poddanie mataleo. Może muszę coś zmienić w przygotowaniach, żeby tego zdrowia była więcej? Jest, jak jest. Muszę teraz z tym żyć. Zabrakło konsekwencji i zdrowia, najnormalniej w świecie. Są takie walki, że czuję się bardzo dobrze, a są takie, że czasem sił brakuje. I nad tym muszę teraz pracować - mówił Błachowicz na antenie Polsatu.