Hitem wieczoru była walka Jakuba "Kubańczyka" Flasa, który pokonał Alberto Simao. Wcześniej doszło jednak do walki Świerczewskiego, którą obserwowali m.in. Sebastian Mila, Mateusz Borek, Jakub Wawrzyniak, czy Jakub Kosecki.
Były reprezentant Polski w klatce korzystał przede wszystkim z jednej broni, czyli niskich kopnięć. Te były częste i mocne, a po jednym z nich Kaźmierczuk aż padł na ziemię. Nic dziwnego, bo Świerczewski sam przyznał potem, że to jego mocna strona, którą chciał wykorzystać.
- Bardzo liczyłem na to, że wygram. Co prawda dość krótko, ale bardzo ciężko trenowałem. A że głównie kopałem? No, byłem kiedyś piłkarzem, więc korzystałem z broni, którą dobrze znam - mówił.
Uderzenia Świerczewskiego wyrządziły rywalowi duże szkody, ale jego przeciwnik dał radę jeszcze wstać i kontynuować walkę, a nawet posłał byłego reprezentanta Polski na deski. Nie zdążył jednak wygrać tego pojedynku. W przerwie lekarze nie mieli żadnych wątpliwości i nie wypuścili Kaźmierczuka na drugą rundę. To oznacza, że były piłkarz wygrał przez nokaut techniczny.
- Nie dałem rady ustać na nodze, tak mi zapie***lił, ciężko mi stać teraz. Ale gratuluję Piotrkowi i zobaczymy, może jeszcze kiedyś zawalczymy - mówił po zakończonej walce Dariusz Kaźmierczuk.
Więcej podobnych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Friday Arena to nowy projekt federacji Fame MMA, który zakłada - zgodnie z nazwą - że gale będą odbywać się w piątek. Ma to być uzupełnienie dla tych największych wydarzeń. Pierwsza edycja Friday Areny odbyła się we wrocławskiej Hali Stulecia. Kolejna będzie miała miejsce 29 września w Szczecinie.