Kilka dni temu w Las Vegas odbyła się gala UFC, podczas której była mistrzyni Jessica Andrade zmierzyła się z Erin Blanchfield, która aspiruje do tytułu mistrzowskiego. Andrade przegrała to starcie, a jako przyczynę wskazała... wypadające piersi spod odzienia.
W trakcie rywalizacji obu pań w oktagonie doszło do niecodziennej sytuacji. W pewnym momencie, kiedy Blanchfield zaatakowała Andrade, tej drugiej wypadła pierś spod topu. Jak tłumaczyła później była mistrzyni UFC, bardzo ją to zdekoncentrowało.
- Przeciwniczka położyła ramię tuż pod moim topem, a moja pierś całkowicie się wyślizgnęła. Straciłam koncentrację i zapomniałam ją skontrować. Myślałam tylko o piersi. Kiedy użyłam ręki, aby umieścić pierś z powrotem w stroju, wtedy była w stanie mnie "zająć". To wszystko jest jednak częścią gry. To nie jest wymówka. Naprawdę miała świetny plan na walkę - przyznała Andrade po walce przed kamerami AG Fight.
Więcej artykułów o podobnej treści znajdziesz na portalu Gazeta.pl.
- To nie było celowe. Musimy być gotowi na wszystko. Powinnam być przygotowana na to, że moja pierś się wyślizgnie. Pokazywano ją już w tak wielu miejscach, że nawet nie powinnam się tym martwić - dodała Brazylijka.
Andrade, która od maja do sierpnia 2019 roku była mistrzynią UFC, zajmuje obecnie 4. miejsce w rankingu. Po przegranej walce w Las Vegas wypadła z czołowej trójki. Z kolei Blanchfield zanotowała bardzo duży awans - z 10. na 3. pozycję.
Młodziutka Erin Blanchfield po walce przyznała, że chciałaby zawalczyć z kolejnymi topowymi przeciwniczkami. Z kolei media amerykańskie określiły 23-latkę mianem pretendentki do tytułu.