Kibice sportów walki dobrze kojarzą Pawła Jóźwiaka. Tyle tylko, że nie z klatki, ani ringu. Jóźwiak to prezes federacji FEN, drugiej polskiej siły po KSW. Jakiś czas temu doszło do jego medialnej przepychanki z Marcinem Najmanem. Jej finał poznamy już 21 października na gali Wotore w Konstancinie, pod Warszawą.
Paweł Jóźwiak: - Jakiś czas temu mnie wyzwał do walki, a że jestem byłym sportowcem, grałem w rugby [w Ogniwo Sopot], to chętnie przyjmuje wyzwania. A jak się już powiedziało A, to trzeba powiedzieć B. Poza tym od wielu lat miałem pomysł, żeby w końcu wejść do klatki. Nie jako promotor wręczający puchar, a jako zawodnik. Chcę się sprawdzić. Tym bardziej, że Najman to dla mnie idealny przeciwnik.
- Trochę tego było. Czy to w latach młodzieńczych na ulicach, czy to podczas meczów rugby. I myślę, że ten mój nieoficjalny rekord jest całkiem spory i przyzwoity, ale mam świadomość, że ulica i boisko to nie to samo co klatka czy ring. Nie da się porównywać bitki na imprezie ze sportowymi zawodami. Dlatego doświadczenie na pewno będzie po stronie Marcina.
- Oj, dawno temu. To był jakiś 2012, może 2010 rok. Na ulicy zawsze mi pomagał charakter, bo przeważnie wygrałem. Z Najmanem też powinien być kluczem do zwycięstwa.
- Zacząłem półtora roku temu. Wydawało mi się, że już wszystko wiem o biciu się, ale dopiero jak zacznie prawdziwe treningi, to rozumiesz, jak mało o tym wiesz. Na pierwszym treningu ważyłem 120 kg i miałem kondycji na 30 sekund tarcz. Teraz schudłem kilkanaście kilogram i od razu kondycja się lepsza zrobiła. Ale nauka to żmudna praca. Ja zaczynałem z niższego poziomu niż zero. Łatwiej kogoś nauczyć od zera, ale ja już miałem różne nawyki z ulicy, czy boiska, które były złe. I dużo czasu poświęciłem, by się ich pozbyć.
- Pomaga mi dużo. Poprawia moją pozycję bokserską, pracujemy na techniką i wskazuje błędy. To na pewno cenne wskazówki.
- Na FEN nie udało się tego jakoś zgrać, a jak "Don Kasjo" został jednym z udziałowców Prime'a, to reszta wspólników obiecała mu, że na ich gali dla Najmana nigdy nie będzie miejsca. Dogadaliśmy się więc z Wotore. Co prawda nie jestem fanem bicia się na gołe pięści, ale przynajmniej kibice będą zadowoleni.
- Nie będę ukrywał, że są to bardzo dobre pieniądze. Ale powiem szczerze: to nie kasa była dla mnie priorytetem. Rajcuje mnie wyzwanie sportowe.
- I bardzo dobrze! Niech się podda nawet po jednym ciosie. Ja tam wychodzę, żeby wygrać. To jest mój nadrzędny cel. Reszta mnie nie interesuję.
- Co by o nim nie mówili, to jednak kilkanaście bokserskich walk miał. Doświadczenie będzie po jego stronie. No i pięściarsko, pod względem technicznym, na pewno jest ode mnie lepszy, ale charakter i siła fizyczna będą po mojej stronie. I właśnie charakterem chcę go stłamsić.
- Pomysłów akurat nie brakuje, ale pokora karze mi się wstrzymać z publicznym ogłaszaniem swoich pomysłów. Na razie celem jest 21 października.