Najgłośniejsza walka w historii KSW. Szalone zestawienie. Wyjaśniamy

Antoni Partum
Kibice wpadli w euforię, bo już na pewno dojdzie do najgłośniejszej walki w historii KSW. Mamed Chalidow (35-8) zmierzy się z Mariuszem Pudzianowskim (17-7). Niektórym jednak wciąż chodzi po głowie pytanie: dlaczego zawodnik wagi średniej zawalczy z reprezentantem dywizji ciężkiej?

Mamed Chalidow to były mistrz wagi średniej, czyli do 84 kilogramów. Z kolei Mariuszowi Pudzianowskiemu waga najczęściej pokazuje 115 kilogramów. Skąd pomysł, aby na grudniowej gali KSW w Gliwicach zestawić ze sobą akurat tych dwóch zawodników? 

Zobacz wideo Pudzianowski show. "Misio, jak złapie wilka, to łapą potrafi machnąć"

Najpierw słowo wstępu. Cofnijmy się o dwa lata, gdy Mamed popisał się najpiękniejszym nokautem w historii KSW, posyłając na deski Scotta Askhama i tym samym odbierając mu pas mistrzowski.

Następnie Czeczen, w grudniu 2021 r., został brutalnie rozbity przez Roberto Soldicia. Długo mówiło się o potencjalnym rewanżu, ale powrót do zdrowia Mameda trwał kilka miesięcy, a w tym czasie Soldić - mistrz dywizji półśredniej i średniej - postanowił kontynuować karierę w azjatyckiej federacji ONE Championship. 

Mamed co prawda zajmuje obecnie pierwsze miejsce w rankingu KSW do 84 kg, ale ma na karku 42 lata i sam podkreśla, że  nie zamierza walczyć częściej niż raz na rok. To oznacza, że gdyby miał zostać włączony do walki o pas, który pozostawił po sobie Soldić, to KSW miałoby duży problem z zaplanowaniem jego kariery. Tym bardziej że chrapkę na mistrzostwo w kategorii średniej mają m.in. Scott Askham, Paweł Pawlak, Tom Breese, Tomasz, czy w niedalekiej przyszłości Radosław Paczuski. Wszyscy ci zawodnicy są młodsi od Mameda i są gotowi walczyć zdecydowanie częściej. 

Podobny problem jest z Mariuszem Pudzianowskim, który w lutym skończy - uwaga - 46 lat, "Pudzilla" to trzeci zawodnik rankingu wagi ciężkiej, gdzie od dawna króluje Philip De Fries, a pomiędzy Brytyjczykiem i Polakiem są jeszcze Darko Stosić i Ricardo Prasel. Serb i Brazylijczyk już polegli z De Friesem, więc naturalnym kandydatem powinien być - patrząc z perspektywy tabelek - Polak. Tym bardziej że notowania Pudzianowskiego są wysokie, bo jest na fali pięciu wygranych. Pokonał kolejno: Erko Juna, Nikolę Milanovicia, Łukasza Jurkowskiego, "Bombardiera" oraz Michała Materlę.

- Z rozmów z Mariuszem wynika, że on bardzo nie chce wejść do tego systemu tabelek i rankingów. Tu nie chodzi o to, że on się obawia jakiegoś zawodnika. On się obawia, że jakby wygrał, to później będzie musiał się regularnie mierzyć z młodszymi zawodnikami, którzy będą go ciągle wyzywali. I bronić swojego statusu - tłumaczy Wojsław Rysiewski, dyrektor sportowy KSW. Ale chwilę później dodaje, że nie wyklucza w przyszłości pojedynku Pudzianowskiego z De Friesem. Trzeba jednak pamiętać, że walka z mistrzem wagi ciężkiej oznaczałaby pięciorundowy bój, a Pudzianowski woli bić się na dystansie trzech rund.

Skoro ani Mamed, ani Pudzianowski nie są "pełnoprawnymi" zawodnikami w rankingach, to trzeba szukać im tzw. super walk, które dla nich będą wyzwaniem sportowym, a dla kibiców prawdziwą ucztą.

Pudzianowski i Mamed, czyli największe gwiazdy polskiego MMA

Biorąc pod uwagę sukces sportowy, to w polskim MMA nikt nie przebił Jana Błachowicza i Joanny Jędrzejczyk, byłych mistrzów UFC. Ale przeciętny polski widz sportów walki znacznie lepiej kojarzy tych, co się biją nad Wisłą, dlatego dwoma największymi nazwiskami w polskim MMA są: Chalidow i Pudzianowski.

Mamed został żywą legendą KSW, która już o 15 lat zachwyca fanów spektakularnymi walkami. Z kolei Pudzianowski zaczynał w 2009 roku jako freak, ale dziś jest pełnoprawnym zawodnikiem. Tym bardziej po gładkim wygraniu z Materlą, byłym przeciwnikiem Mameda, z którym Czeczen także błyskawicznie sobie poradził. 

Brakuje następców największych gwiazd

Mamed i Mariusz są na ostatniej prostej swych karier i na razie nie widać zawodnika, który może zostać gwiazdą ich formatu. KSW brakuje gladiatorów, którzy łączyliby świetne wyniki, rozpoznawalność, ciekawe historie i medialność.

Było kilku kandydatów, ale z różnych przyczyn nie dali rady zastąpić "Pudziana" i Czeczena. Soldicia, Mateusza Gamrota i Szymona Kołeckiego nie ma już w KSW. Tomasz Narkun, Michał Materla, Borys Mańkowski czy Damian Janikowski przegrali za dużo ważnych walk. Dziś największymi polskimi nadziejami pod względem sportowym, są Marian Ziółkowski i Sebastian Przybysz, ale żaden z nich nie jest medialnie tak mocny, jak Mamed i Pudzianowski.

KSW jest tego świadome, więc zdecydowało się na walkę Czeczena z byłym strongmanem, bo na horyzoncie nie było zbyt wielu ciekawych rozwiązań dla obu zawodników, które odbiłby się takim echem, co środowa konferencja prasowa.

Starcie Mameda z Mariuszem to najgłośniejsza walka w historii KSW i zarazem najdroższa. Obaj mogą liczyć na rekordowe zarobki (kilka milionów złotych do podziału). Ogłaszając to starcie, KSW wycisnęło ich nazwiska jak cytrynę. Nie ma w polskim MMA bardziej medialnego zestawienia. A teraz o rozgłos coraz trudniej, bo prężnie rozwijają się freakowe organizacje.

Poza tym Martin Lewandowski i Maciej Kawulski, właściciele KSW, puszczają oko do starszych fanów, którzy świetnie pamiętają przełom lat 90. i dwutysięcznych, gdy królowała federacja PRIDE. Japończycy robili szalone walki, zanim to było modne. Szalone, czyli np. zestawiali ze sobą zawodników z różnych kategorii wagowych. 

- Podczas walki będę ważył maksymalnie 95 kg, albo niewiele mniej. Muszę bazować na szybkości, ale też nie mogę ważyć 84 kg, żeby mną nie rzucał na prawo i na lewo - stwierdził Chalidow, który w takim razie będzie lżejszy od Pudzianowskiego o około 20 kg.

- Dla mnie samo wyjście z Mamedem do klatki sprawia, że już mogę się czuć zwycięzcą. To nagroda za trzynaście lat ciężkich treningów - odpowiada Pudzianowski.

To starcie, które generuje mnóstwo pytań: Jak Mamed będzie się prezentował po kilku operacjach twarzowo-szczękowych po walce z Soldiciem? Czy szybkość, spryt i doświadczenie Czeczena wystarczą? A może kluczowa okaże się bestialska siła Pudzianowskiego? Czy Pudzianowski wytrzyma kondycyjnie trudy pojedynku? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.

Mądrzejsi będziemy nocą 17 grudnia. I jak się nie zakończy ta walka, to i tak przejdzie ona do historii polskiego MMA. I długo nie zostanie przebita.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.