Gwiazda KSW chce walki z Popkiem. "Na freakach zarabiam najłatwiejsze pieniądze w życiu"

Daniel Rutkowski zamierza podbić KSW, ale wcześniej chce dorobić na galach freakowych. - Za dobrą kasę mogę się bić, ale za żadną cenę nie będę z siebie robił pajaca. To nie moja bajka - mówi Sport.pl "Rutek" i dodaje, że chętnie zawalczy z wygranym starcia "Popek" kontra "Don Kasjo".

Daniel Rutkowski ma za sobą udaną karierę w zapasach, ale od kilku lat skupia się na MMA, choć można go też spotkać na galach bokserskich. Rok temu trafił do KSW jako podwójny mistrz organizacji FEN oraz Babilon MMA. Trzeciego, historycznego pasa nie udało się zdobyć, bo lepszy okazał się Salahdine Parnasse. W sierpniu Rutkowski wrócił na zwycięską ścieżkę, pokonując Reginaldo Vieirę. W miniony weekend "Rutek" zadebiutował na gali freakowej. Podczas Prime Show MMA bez kłopotów wypunktował na zasadach bokserskich Piotra Pająka. I rozmawialiśmy właśnie o zderzeniu tych dwóch światów.

Zobacz wideo To już patologia. Trybuny toną w małpkach

Antoni Partum: Czy to były szybko, łatwo i przyjemnie zarobione pieniądze?

Daniel Rutkowski: To były najszybciej i najłatwiej zarobione pieniądze w mojej karierze. Z całym szacunkiem dla Piotrka, bo to świetny sportowiec. Uważam go za takiego sportowego freaka, który stoczył wiele walk, głównie na zasadach muay thai, ale nie da się tego porównać z zawodowstwem. Poza tym tajski boks i boks to dwie zupełnie inne dyscypliny, a ja już kilka pięściarskich walk miałem. Wiedziałem, że będę miał przewagę. Myślałem jednak, że Piotrek więcej pokaże.

Czyli Pająk jest dobry, jak na freaka, ale zdecydowanie za słaby dla zawodowca?

- Pewnie stres zrobił swoje. Ale ja zawsze powtarzam, że sportowcem trzeba być, a nie tylko bywać. Ja poświęcam się temu dzień w dzień, praktycznie całe życie. Piotrek też jest sportowcem, ale nie oszukujmy się - nawet dwa miesiące najlepszego obozu przygotowawczego w Tajlandii nie zastąpią ciężkiej pracy u podstaw. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy.

Rafonix (z lewej) i Don Kasjo (z prawej)Tyle Prime Show MMA oferuje za walkę. "200 tys. złotych? Wstyd by tam było iść"

Poprzednią walkę miałeś pod koniec sierpnia. Czy to oznacza, że teraz nie miałeś żadnego okresu przygotowawczego i trenowałeś na pół gwizdka?

- Ja się przygotowuję do walki pod koniec roku, więc i tak trenowałem, choć trochę mniej niż zazwyczaj. Trener powiedział, żebym w ostatnim tygodniu przed walką robił tylko jeden trening dziennie. A zazwyczaj robię dwa po dwie i pół godziny. No i uważam, że straciłem ten tydzień. Iść na godzinkę na trening to dla mnie strata czasu. Choć i tak pewnie lepiej mniej trenować, niż być przetrenowanym. 

Więcej zarobiłeś w KSW czy na Prime?

- To są niemal identyczne kwoty. Bardzo duże, więc nie narzekam. Gdyby to były mniejsze pieniądze, to bym się nie zgodził.

Miałeś wcześniej styczność ze światem freaków?

To nie moja bajka. Nie lubię tego. Początkowo nie chciałem przyjąć oferty, ale że gala w Radomiu i dobre pieniądze, to uznałem, że spróbuję. Trener mnie namówił. No i chciałem też pokazać trochę młodzieży, że nie trzeba wszystkich wokół obrażać. Że można być kulturalnym i dawać widowiskowe walki.

Czyli nie oglądałeś wcześniej freakowych gal?

- Gali w całości to nie. Ale wiadomo, że kilka walk widziałem. Głównie tych, gdzie walczyli kumple ze świata prawdziwych sportów walki, czyli Artur Szpilka, Borys Mańkowski czy Marcin Wrzosek. Jasne, można odpalić taką galę dla jaj, bo niektóre walki są śmieszne. Na przykład dobrze bawiłem się na walce Jasia Kapeli. Ale ogólnie to nie moja bajka. Wielu freaków myśli, że jak potrenuje kilka lat poważnie, to staje się sportowcami. O nie, nie. Nie ma tak łatwo. Pokazałem na Prime, jaka jest różnica między sportowcem a czołowym freakiem. Spora, co?

Nie żyje Dawid OzdobaChippendale, awanturnik i pionier polskiego freak fightu. Dawid Ozdoba nie żyje

Szpilka pokonał Denisa Załęckiego na gali High League, a później stwierdził, że się wycofuje ze świata freaków i wraca do KSW. Ciebie też odrzuca rynsztokowa otoczka freakowych gal?

- Oprawa gal jest super. Być może nawet lepsza od KSW. Ale nie szanuję tych wszystkich bluźnierstw, oszczerstw i takiego głupiego wyzywania. Wiadomo, że to niekulturalne, ale przede wszystkim to sprzeczne z ideą sportu, czyli zdrowej rywalizacji. Jednak nie jestem głupi. Zdaje sobie sprawę, jak się kręci ten biznes. Im większe gówno, tym lepiej się sprzeda. Ludzie po prostu tego oczekują, więc bohaterowie gal robią tylko to, czego się od nich wymaga. A te wszystkie dymy na konferencjach prasowych tylko promują poszczególne walki.

Byleś w samym środku tej patologii. Ile z tych wszystkich konfliktów jest prawdziwych a ile sztucznych?

- Szczerze? Niemal sto procent jest sztucznie podsycanych. Im większy będzie dym, tym więcej dostaną pieniędzy, więc rozumiem tych zawodników. Nie pojmuję tylko tego, że nawzajem do siebie nie mają żadnego szacunku. Na szczęście organizatorzy mnie dobrze znali, więc wiedzieli, że ja pewnej granicy nie przekroczę, bo po prostu mam inny charakter. Jestem inaczej wychowany. Za dobrą kasę mogę się bić na takiej gali, ale za żadną kasę nie będę z siebie robił pajaca. Mój trener fajnie powiedział: "Rutek, zawalcz tam. Niewielu ludzi dostaje szansę na takie pieniądze". I to prawda. Poza tym wiem, że kariera sportowca jest ograniczona przez czas i zdrowie. Korzystam, póki mogę. Nie obrażam się na pieniądze, bo dzień w dzień tracę zdrowie na macie.

A wielu fanów ci przybyło?

- Tak, ale głównie z młodszego pokolenia. Dostałem mnóstwo wiadomości w stylu: "Daniel! Kurde! Nawet nie wiedzieliśmy, że ktoś taki istnieje. Teraz będziemy trzymali kciuki za ciebie. Pokazałeś prawdziwy sport i klasę poza klatką". To naprawdę miłe. Chciałbym zarazić tych dzieciaków normalnością.

Na Prime MMA Show 4 "Don Kasjo" zmierzy się "Popkiem". Kto jest twoim faworytem?

- "Don Kasjo" boksował kilka ładnych lat, więc powinien gładko wygrać. "Popek" może być groźny tylko w pierwszej rundzie. A może nawet tylko na początku pierwszej rundy. Pamiętaj, że "Popek" nie prowadzi się jak prawdziwy sportowiec i wiele lat imprezuje. Picie i ćpanie odbijają się na formie. Szybciej się starzejesz, a on już ma 43 lata. Chętnie zmierzę się z wygranym z tej pary. Tym bardziej że "Don Kasjo" mówi, że nie mam z nim żadnych szans. Trudno mi to nawet komentować. Mogę się tylko uśmiechnąć i powiedzieć, że z wielką chęcią z obydwoma mogę wyjść do klatki.

Ale tylko na zasadach bokserskich, czy skusiłbyś się na walkę w małych rękawicach?

- Dla mnie nie ma problemu, żeby nawet bić się na gołe pięści. Problem w tym, że mam kontrakt z KSW, który mi umożliwia tylko walki bokserskie. A boks zawodowy nie jest w małych rękawicach.

Twój niedawny pogromca Salahdine Parnasse, mistrz wagi piórkowej (do 66 kg), zmierzy się z Marianem Ziółkowskim, czempionem dywizji lekkiej (70 kg). Jakich rad udzieliłbyś Marianowi?

- Żadnych. Marian jest wystarczająco inteligentnym i doświadczonym zawodnikiem. On wie, co ma robić. To niezwykle intrygujący pojedynek, bo Salahdine po raz pierwszy nie będzie miał przewagi zasięgu. Marian jest wyższy, pewnie też silniejszy. No i ma dobre defensywne zapasy, o czym przekonał się nawet Mateusz Gamrot [Gamrot wygrał na punkty - red.]. Marian jest moim faworytem, ale też będzie musiał się napracować. To będą szachy w stójce, które powinien wygrać "Golden Boy".

A ty jaki masz cel? Pas KSW czy jeszcze marzysz o UFC?

- Ja nie mam marzeń. To jest biznes. Będę walczył tam, gdzie będzie najlepsza oferta. Ale na razie skupiam się na podboju dywizji piórkowej w KSW.

Więcej o: