Phil de Fries nie zwalnia tempa. W walce wieczoru na gali KSW 74, która odbyła się w Ostrowie Wielkopolskim, Anglik, który był zdecydowanym faworytem, pokonał przez poddanie Ricardo Prasela. W ten sposób już po raz siódmy obronił pas mistrza wagi ciężkiej, co jest absolutnym rekordem federacji.
Długo wyczekiwany pojedynek nie potrwał długo, bowiem rozstrzygnięcie zapadło już w pierwszej rundzie. Pretendent atakował kopnięciami na nogę wykroczną, lecz niedługo później to mistrz przejął inicjatywę i sprowadził rywala do parteru. Brazylijczyk próbował wyrwać się mistrzowi, lecz jego próby na niewiele się zdały. Anglik kontrolował sytuację, aż w końcu zaczął dusić rywala. Ten niemal od razu się poddał i w taki sposób De Fries mógł się cieszyć z kolejnej udanej obrony pasa. Po walce nowy-stary mistrz wyzwał do walki Mariusza Pudzianowskiego.
Dla 36-letniego zawodnika była to już dziesiąta z rzędu walka, którą rozstrzygnął na swoją korzyść. Dwie z nich stoczył jeszcze w innych federacjach, natomiast kolejna była już debiutem w KSW. Wtedy pokonał przez techniczny nokaut (ciosy pięściami w parterze) Michała Andryszaka i zdobył pas mistrza wagi ciężkiej. Potem bronił go kolejno w starciach z Karolem Bedorfem, Tomaszem Narkunem (dwukrotnie), Luisem Henrique, Michałem Kitą, Darko Stosiciem i teraz z Praselem .
Więcej podobnych treści sportowych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Po niedawno zakończonej gali KSW 74 szerokim echem odbiła się także walka z udziałem Damiana Janikowskiego, który walczył z Tomem Breese'em. Po pierwszej, względnie spokojnej rundzie, w drugiej obaj zawodnicy odważniej zaatakowali. W końcu akcja przeniosła się do parteru, gdzie Anglikowi udało się zapiąć duszenie. W pewnym momencie sędzia ringowy Tomasz Bronder dostrzegł, że Janikowski uderzył w plecy przeciwnika, co uznał za odklepanie. I choć 33-latek sygnalizował, że może dalej walczyć, to pojedynek uznano za zakończony.