"Linkimaster" i "Lil Masti" kilka lat temu były żywą definicją patoinfluencerki, ale obie przeszły przemianę, której nie spodziewały się chyba nawet one. Dziś Marta Linkiewicz i Aniela Bogusz są sportsmenkami w pełnym tego słowa znaczeniu. Przed walką wieczoru gali FAME MMA 15 "Linkimaster" mogła się pochwalić pięcioma zwycięstwami (m.in. z Karoliną Brzuszczyńską i Kamilą Wybrańczyk) i zaledwie jedną porażką. Właśnie z Bogusz. "Lil Masti", który w dzieciństwie trenowała zapasy, pokonała także Adriannę Śledź (na gali FEN) oraz Ewę Brodnicką (mistrzynie świata w boksie). A co się działo w piątek?
Linkiewicz nie bała się ostrych wymian bokserskich i często trafiała rywalkę prawym prostym. "Lil Masti" próbowała skrócić dystans, by obalić przeciwniczkę i wykorzystać swoje świetne zapasy. Ale w pierwszej rundzie nie udała się jej ta sztuka.
W drugiej odsłonie "Lil Masti" wywierała presję, jednak Linkiewicz umiejętnie kontrowała. Walka była toczona naprawdę w zawrotnym tempie. Na wielu zawodowych galach kobiety nie walczą w takim tempie, jakie narzuciły sobie dwie freakowe zawodniczki.
W trzeciej rundzie walka wciąż była bardzo "bliska" - tak w MMA określa się wyrównane starcia. Bogusz trafiała mocniejszymi ciosami, ale więcej uderzeń wyprowadzała Linkiewicz. Dużym zaskoczeniem był fakt, że "Lil Masti" nie sprowadzała walki do parteru, choć to jej atut. Ostatecznie na punkty wygrała "Lil Masti".
"Nie schodziłam do parteru, bo chciałam pokazać swoją dominację w stójce" - powiedziała po ostatnim gongu "Lil Masti". "Raz się wygrywa, raz się przegrywa. No, cóż mam w sobie dużo pokory" - oświadczyła przegrana, łamiącym się głosem.
Stawką pojedynku były trzy pasy. "Linkimaster" kładła na szali pas Fame MMA, "Lil Masti" pas High League, a obie federacje zapewniły wygranej także trzeci, nowo utworzony, choć najważniejszy, czyli pas królowej polskich freak fightów.
Obie już przed walką mówiły że chętnie zmierzyłyby się z Karoliną Owczarz (5-2), byłą pięściarką (4-0) i dziennikarką Polsatu Sport, która od 2018 roku całkowicie skupiła się na MMA. Zawodniczka WCA Fight Club ma na koncie pięć triumfów i dwie porażki. W miniony weekend pokonała na punkty Natalię Baczyńską (6-3).
Problem w tym, że w kobiecym MMA brakuje wyrazistych postaci. Odkąd karierę zakończyła Joanna Jędrzejczyk, niedzielny fan sportu pewnie kojarzy tylko dwie: Karolinę Kowalkiewicz (UFC) i Owczarz. A że obie się przyjaźnią i walczą dla innych federacji, to trzeba szukać innych zestawień.
Ale powiedzmy szczerze: pojedynek Owczarz z kolejną anonimową zawodniczką nie rozgrzeje publiczności, ani samej zawodniczce nie zapewni naprawdę wielkiej kasy. Nie to, co starcie z królową freak fighterek, który odbiłoby się dużym echem. Tym bardziej że wcale nie jest powiedziane, że wygra zawodowiec.