Najpierw słowo wstępu. Arkadiusz Tańcula, czyli jeden z najbardziej uzdolnionych freak fighterów, już od dłuższego czasu jest skonfliktowany z rodziną Murańskich - Jackiem oraz jego synem Mateuszem. Na gali Fame MMA 10 Tańcula wygrał na punkty z Mateuszem, ale po werdykcie paradoksalnie to młody Murański pokazywał, że jest gotowy na kolejne rundy, a Tańcula... został wyniesiony z klatki na noszach. Później - na 12, gali - Tańcula zmierzył się z Jackiem w "klatce rzymskiej" (trzy na trzy metry). I nie dał żadnych szans znacznie starszemu zawodnikowi, który w wieku 52 lat debiutował w klatce.
Murański zainkasował wtedy ponad 150 ciosów ma głowę, a sam nie wyprowadził żadnego celnego, nie licząc kilku chaotycznych kopnięć. Po walce "Pan Jacek", jak o nim mówi się w świecie freaków, tłumaczył się licznymi kontuzjami, m.in. zerwanym bicepsem.
A że Fame MMA lubi szalone pomysły, to na piątkowej gali zobaczyliśmy rewanż Tańculi z Mateuszem Murańskim. Organizatorzy oświadczyli, że jeśli po tym starciu Tańcula będzie w stanie się dalej bić, to w oktagonie zostanie zainstalowana "klatka rzymska" i dojdzie do rewanżu z Jackiem.
Tańcula zaczął zachowawczo, bo wiedział, że Mateusz dysponuje silnym ciosem, precyzyjniej: cepem. Tańcula bał się wchodzić w półdystans. Dlatego pierwsze mocne uderzenie oglądaliśmy dopiero pod koniec pierwszej rundy, gdy Tańcula posłał Murańskiego na deski, ale ten od razu wstał.
W drugiej rundzie Tańcula coraz częściej trafiał Murańskiego, który nie miał pomysłu, jak zagrozić rywalowi. Ciosy Mateusza były zbyt przewidywalne. A jak się uderza w powietrze, to traci się siły.
W trzeciej rundzie "Muran" próbował sprowadzić do parteru rywala, ale Tańcula bez kłopotów wyszedł z opresji i sam przeszedł do ataku. Najpierw zasypał Mateusza serią ciosów, a później go poddał w parterze.
- Zmęczyłem się. Druga walka będzie wyzwaniem, bo wiem, że Jacek Murański ciężko trenował - powiedział zdyszany Tańcula. Po blisko pół godziny ponownie wszedł do klatki, tyle że rzymskiej.
Murański senior jest niższy o kilkanaście centymetrów od Tańculi, a zarazem o kilka kg cięższy. "Rzymska klatka" sprawiła, że jego szanse rosły, bo w normalnych warunkach miałby kłopot ze skracaniem dystansu. Tutaj Tańcula nie miał wyjścia, musiał iść na otwartą wojnę.
Ale to Tańcula z łatwością obijał rywala. Ciosami prostymi, jak i potężnymi kolanami. Kolanami rodem z tajskiego boksu. - Ależ charakter! Jak on to wytrzymuje?! - krzyczał Maciej Turski, komentator Fame. - On większość ciosów blokuje głową. Ta głowa jest chyba z marmuru - dodał drugi komentator. I faktycznie "Pan Jacek" pokazał charakter i niebywałą wytrzymałość. Wytrzymał pięć dwuminutowych rund. Przegrał na punkty. Jak na 53-letniego fightera to bardzo przyzwoity pojedynek.
- Szacun. Mocny jest. Nie da się go znokautować. Nie da się! - mówił po walce Tańcula.
Warto dodać, że po walce Tańcula pogodził się z Murańskimi i wygląda na to, że ten konflikt jest już zakończony.
Piątkową galę rozpoczęło jednak inne, nietypowe starcie. Do klatki weszło czterech zawodników. Po jednej stronie Neffati Brothers, czyli bracia Jamil i Jamel, a po drugiej Patryk Woźniak i Radosław Kapias. W regulaminie nie było doprecyzowane, jaką formę ma przybrać pojedynek. Ale w klatce wyglądało to tak, że Jamel bił się z Woźniakiem, a Jamil z Kapiasem.
Jamil błyskawicznie znokautował Kapiasa mocnym ciosem w szczękę, zaś Jamel zdołał poddać rywala duszeniem zza pleców "Mata Leao", które kojarzy każdy fan parteru, a w szczególności brazylijskiego ju-jitsu.