Na Polakach zbija gigantyczne pieniądze. "Można się z niego śmiać, ale robi to mądrze"

Antoni Partum
Zawodnik MMA Norman Parke potrafi się dobrze bić i jeszcze lepiej irytować wszystkich wokół. Ale prawdziwym mistrzem jest w obijaniu Polaków za duże pieniądze. Choć mierzy się z coraz słabszymi rywalami, to dostaje coraz większe gaże. To historia o pewnym złośliwym Irlandczyku, który odkrył w Polsce krainę płynącą mlekiem i miodem. A może raczej złotówkami i złotem.
Norman Parke wygrał walkę wieczoru na FAME MMA 10
FAME MMA

Najpierw małe wprowadzenie. W sportach walki często używa się zwrotu "easy money". Chodzi o walkę, w której jest zdecydowany faworyt. I to taki, że większość kibiców przyznaje mu zwycięstwo jeszcze przed pierwszym gongiem. Mistrzem zarabiana łatwych pieniędzy stał się na starość Floyd Mayweather Junior. Gdy kilka lat temu ten wybitny pięściarz pragnął stoczyć wygraną walkę, by jego rekord zrobił się okrągły, to na rywala wybrał sobie Conora McGregora. To było pewne, że nawet mistrz UFC nie będzie w stanie rywalizować w boksie z jednym z najlepszych pięściarzy w historii (tak jak Mayweather nie miałby szans z Irlandczykiem w starciu w klatce). I choć Amerykanin odniósł jubileuszowe, 50. zwycięstwo w pojedynku z mało wymagającym rywalem, to rozbił bank. Za poważne wyzwanie sportowe, "walkę stulecia" z Mannym Pacquiao, zgarnął 275 milionów dolarów, a podobno jeszcze więcej dostał za zabawę z McGregorem. W Polsce mistrzem zarabiania łatwych pieniędzy stał się Norman Parke, który uchodzi za - pardon my French - wyjątkowo upierdliwego gościa.

Zobacz wideo Weteran UFC zawalczy na FAME MMA. "Wybiłem mu z głowy prawdziwy sport"

Ale od początku. Norman Parke urodził się 36 lat temu w Irlandii Północnej w Bushmills, miejscowości słynącej z produkcji whiskey. Mając 16 lat zaczął trenować judo. I był na tyle dobry, że został mistrzem kraju. Mistrzem Irlandii Północnej był także w zapasach w stylu wolnym. Mając 20 lat zaczął trenować też boks i zaczął snuć marzenia o karierze w MMA.

Co prawda przegrał w debiucie w 2006 roku, i to już w pierwszej rundzie, ale potem wygrał 10 walk z rzędu. Sześć lat później walczył już w UFC. W najlepszej federacji MMA na świecie zanotował na start cztery zwycięstwa oraz jeden remis. Później przydarzyły się jednak trzy porażki w czterech starciach. I tak z bilansem 5-3-1 zakończyła się jego przygoda z amerykańskim gigantem.

Ale przegrywać w UFC to żaden wstyd. Wie coś o tym Jan Błachowicz, który był mistrzem UFC, choć w latach 2015-17 zanotował aż cztery porażki w pięciu walkach. Ale wróćmy do Parke'a, po którego zgłosiła się czeczeńska federacja ACB, jedna z najlepszych w Europie. Po wygranej na ich gali, odniósł także zwycięstwo na gali BAMMA. Aż w maju 2017 roku do Irlandczyka zadzwoniło KSW.

Parke od razu został rzucony na głęboką wodę. Debiutował przed 55 tysiącami fanów na Stadionie Narodowym, mierząc się z Mateuszem Gamrotem, mistrzem polskiej federacji. Po twardym i wyrównanym boju Parke przegrał na punkty. Pół roku później doszło do rewanżu w Dublinie, ale walka została uznana za nieodbytą, ponieważ Gamrot przypadkowo wsadził mu palec w oko. 

Następnie Parke wygrał pięć walk, z czego trzy razy pokonywał byłych mistrzów KSW: Marcina Wrzoska, Artura Sowińskiego i Borysa Mańkowskiego. To był bilet do zwieńczenia trylogii z Gamrotem. W 2020 roku Polak nie zostawił jednak wątpliwości, kto jest lepszy. Sędzia przerwał walkę w trzeciej rundzie, bo lekarz zabronił Irlandczykowi kontynuowania bójki.

 

I choć po werdykcie sędziowskim Parke odzyskał twarz, po tym jak przeprosił Gamrota za swoje liczne prowokacje i wyzwiska z ceremonii ważenia oraz konferencji prasowych, to już go wszyscy mieli w KSW serdecznie dosyć. Nie dość, że Irlandczyk był wyjątkowo trudnym zawodnikiem przy negocjacjach, to ciągle wdawał się w konflikty i lekceważył rywali, na przykład nie mieszcząc się w limicie wagowym.

- Norman ma teraz swoje rozterki życiowe. Nawet nie biorę go pod uwagę. Był planowany, ale nie podoba mi się to, jak rozgrywa, nie podoba mi się, co robi. Tyle szans, ile już zdążył wykorzystać i takiej dobrej woli z naszej strony, że naprawdę mam go kompletnie poza głową. Nie jest to zawodnik, na którym można tak naprawdę jakoś opierać budowanie jakiejkolwiek dywizji, bo jest po prostu nie stabilny - przekonywał Martin Lewandowski, szef KSW.

- Trzeba pamiętać, że Norman Parke ma żółte papiery i nie można brać odpowiedzialności za to, co mówi. Jest nieodpowiedzialnym gościem, który mówi raz to, raz to. Ja go lubię, ale to niepoważny koleś - dodawał jego wspólnik Maciej Kawulski.

W międzyczasie Polskę zaatakowała moda na gale freakowe. FAME MMA, najpotężniejsza freakowa federacja, zestawiała ze sobą influencerów oraz gwiazdy internetu. Postanowiła także ściągnąć Normana, by przyciągnął nieco sportowej widowni.

Co prawda Parke nie mówi po polsku, a wielu zawodników FAME ma problemy z angielskim, mimo to Irlandczyk pasował do FAME jak ulał. W końcu nie potrzeba tłumacza, by kogoś odepchnąć, albo rzucić go jakimś przedmiotem.

Problemem był wciąż ważny kontrakt Parke'a z KSW, gdzie miał wpisany zakaz konkurencji w walkach MMA. Kreatywność jest jednak mocną stroną FAME. Parke stoczył więc pojedynek bokserski w klatce i wypunktował Kasjusza "Don Kasjo" Życińskiego, choć przegrany do dziś nie może się pogodzić z przegraną. O skandalu nie można pisać, ale faktycznie walka była wyrównana.

Rok temu Parke znowu otrzymał walkę wieczoru na gali FAME. Tym razem wyzwanie miało być trudniejsze, bo - znowu na zasadach bokserskich, ale tym razem w małych rękawicach - zmierzył się z Borysem Mańkowskim, byłym mistrzem KSW. Kawulski i Lewandowski dali mu zielone światło na start w FAME, bo Borys wciąż rehabilitował kolano, więc nie mógł startować w MMA, a chciał zarobić dobre pieniądze.

Żeby kibice się nie nudzili, FAME postanowiło zestawić Irlandczyka z Popkiem. Kontrowersyjny raper (4-5) jest kimś z pogranicza świata freaków i sportowego. Choć umiejętnościami znacząco ustępuje Normanowi, to walka miała być ciekawa, bo Popek to zawodnik wagi ciężkiej, a Parke walczył głównie w dywizji lekkiej.

Miała być ciekawa, ale chwilę po pierwszym gongu Popek zaczął wyć z bólu, chwytając się za rękę i sugerując, że doznał poważnej kontuzji. Parke dużo zarobił, choć się wcale nie narobił. 

Park a klatka rzymska

W międzyczasie, wraz z rozwojem federacji freakowych, rozwijali się także freakowi zawodnicy. I niektórym zaczęło się wydawać, że po pokonaniu kilku amatorów, mogą porwać się na zawodowca. Irlandczykowi rzucił wyzwanie Piotr Szeliga. W dodatku Polak, który miał na koncie trzy wygrane z mocnymi freakami (np. z "Arabem"), zaproponował, by starcie odbyło się w tzw. klatce rzymskiej, a więc klatce o wymiarach trzy na trzy metry. Parke zbił go na kwaśnie jabłko, choć był lżejszy od Polaka o kilkanaście kilogramów. Szeliga przekonywał, że prawdziwa siła techniki się nie boi. Ale grubo się przeliczył.

Coraz więcej sportowców zobaczyło, że warto się nieco przebranżowić i zacząć się bić na galach freakowych. Wspomniany już Marcin Wrzosek porzucił sportowe wyzwania i skupia się teraz na rozrywce. Kilka dni temu pokonał kilkadziesiąt kilogramów cięższego "Byłego ochroniarza oszusta z Tindera", który dopiero debiutował w klace. A już ogłosili jego kolejną walkę. Zmierzy się na zasadach pięściarskich z raperem Sariusem, także debiutantem.

Ale nie tylko Parke, Wrzosek, Popek i Mańkowski to zawodnicy KSW, którzy skończyli na freakowych galach. Ostatnio do Prime Show, federacji "Don Kasja", trafił Grzegorz Szulakowski, przez lata związany z KSW.

- Podpisałem kontrakt na cztery walki. Za bardzo dobre pieniądze. Mogę powiedzieć w przybliżeniu, że na czterech walkach w Prime, ze sponsorami oczywiście, wyciągnę jakieś pół miliona złotych, więc to są dla mnie ogromne pieniądze. Jeszcze takiej propozycji nie dostałem - przekonywał Szulakowski, którego kilka dni temu mocno obił Parke. Zdziwienia nie było. Irlandczyk był zdecydowanym faworytem.

A przecież Szulakowskiego kojarzą tylko wytrwani fani MMA, Parke jest znacznie bardziej popularny, więc zarabia więcej niż "Szuli". 

Oczywiście, KSW płaci doskonale mistrzom. Wiele wskazuje, że podwójny mistrz Roberto Soldić czmychnie do UFC zaraz, ale jeśli pozostałby w Polsce, to zarobiłby milion euro za cztery walki, czyli ponad milion złotych za jedno starcie. Ale Soldić to nowa gwiazda KSW o ogromnym potencjale sportowym. Parke w grudniu skończy 36 lat, więc nikt mu takich pieniędzy nie zaproponuje.

Najwięcej w FAME - według nieoficjalnych informacji - można zarobić niemal milion złotych za walkę. Większość zawodników zarabia jednak mniej, czyli po sto, dwieście tysięcy za pojedynek. Gwiazdy jak Parke mogą jeszcze więcej. Plotkuje się o 200-250 tysiącach zł.

- Polacy są szaleni. Uwielbiam tutaj walczyć. Ostatnio co prawda rozmawiałem z UFC o potencjalnym powrocie, ale mam 35 lat, zostało mi może z pięć lat kariery, a oferta od UFC nie jest zadowalająca. W Prime Show i FAME płacą znacznie lepiej, dlatego wolę zostać w Polsce. Obijam waszych ludzi, a i tak mi wielu kibicuje - powiedział Parke na kanale "FightsportPL".

- Mogę przyznać, że Parke to naprawdę niezły biznesmen. Najmniejszym kosztem zarabia fenomenalne pieniądze. Jemu już nie zależy na sportowym poziomie, tylko na tym, by zarobić jak najwięcej. A freakowe federacje są dla niego najlepszym miejscem. Można się z niego śmiać lub nie, ale uważam, że to co robi, to robi mądrze - kilka dni temu powiedział Sport.pl Gamrot, który właśnie podbija UFC.

Parke wyłudził pieniądze?

W środę FAME MMA ogłosiło, że zrywa współpracę z niesfornym Irlandczykiem. W oświadczeniu FAME pisze, że federacja wyraziła zgodę na jego walkę na gali Prime Show, ale tylko w przypadku starcia z Pawłem lub Piotrem Tyburskim. Parke jednak podpisał kontakt na kilka walk w Prime, a w miniony weekend zmierzył się z Szulakowskim. Ale to nie wszystko.

"Zawodnik już w przeszłości zachowywał się nieodpowiedzialnie, czym nadwyrężał zaufanie władz Federacji Tak było m.in. kiedy Federacja FAME MMA odkupiła od Normana Parke sztabkę złota, która ten wygrał na gali FAME 10. Po przekazaniu Normanowi Parke środków w wysokości 26.500$. Federacja nigdy nie otrzymała od niego wspomnianej sztabki, ponieważ ta nie była już w jego posiadaniu. Wtedy jednak władze Federacji uznały, ze każdy zasługuje na drugą szansę. Czas pokazał, że nie każdy jednak chce z takiej szansy skorzystać" - czytamy w oświadczeniu.

Polska, czyli raj Normana Parke'a

A jakie plany na przyszłość ma Parke, który od marca wygrał już trzy walki, choć większość zawodników walczy dwa razy w roku?

Irlandczyk odpowiedział w swoim stylu, wbijając szpilkę Pawłowi Tyburskiemu, jednemu z najlepszych polskich freaków. - Kto będzie moim nowym rywalem? Może ta duża kobieta. To bardzo łatwa walka, ale on mówi: "Nie, proszę, tylko stójka, tylko K-1. Błagam, nie sprowadzaj do parteru i nie ru... mnie w du..., proszę". Przyjadę do twojego kraju i cię zleję! (…) Jest jeszcze Marcin Wrzosek. A może Popek? Sam jestem ciekaw, na co go stać - zdradził Parke. W każdej z tych walk Irlandczyk byłby zdecydowanym faworytem. 

Parke odkrył w Polsce krainę płynącą mlekiem i miodem. A może raczej złotówkami i złotem. I choć na co dzień mieszka w Irlandii, to regularnie będzie tutaj przylatywał. Bo kto go ugości wystawniej od Polaków?

Antoni Partum
Więcej o: