Mateusz Gamrot (21-1) się nie zatrzymuje. 31-latek zanotował kolejny kapitalny występ, odnosząc czwartą wygraną z rzędu w UFC. Tym razem pokonał na punkty utalentowanego Armana Tsarukyana (18-3). - Wiedziałem, że tak będzie! Jestem przyszłym mistrzem! Pięć walk w UFC i cztery bonusy! - krzyczał w szatni radosny Gamrot, po czym przytulił trenera Mike'a Browna z klubu American Top Team.
Na razie numerem jeden nie jest. Po najnowszej aktualizacji rankingu UFC wagi lekkiej Gamrot awansował o cztery pozycję - z dwunastej na ósmą. Do tej pory na ósmym miejscu był Conor McGregor, ale największa medialnie gwiazda MMA na świecie spadła na dwunastą lokatę.
Warto jednak pamiętać, że Irlandczyk, były podwójny mistrz UFC, wygrał tylko jedną walkę od 2017 roku.
Wśród Polaków w UFC wyższą pozycję w rankingu zajmuje jedynie Jan Błachowicz. Były mistrz jest obecnie drugim zawodnikiem w dywizji półciężkiej. W TOP 10 jest jeszcze Marcin Tybura, który zamyka czołową dziesiątkę kategorii ciężkiej.
Ale wróćmy do kategorii lekkiej.
- Chciałbym się zmierzyć z Justinem Gaethje [nr. 3]. Mam do niego ogromny szacunek, to jeden z najbrutalniejszych zawodników dywizji lekkiej. Po walce pogratulował mi nawet Chabib Nurmagomiedow. Powiedział, że jestem dobrym zawodnikiem i że na pewno w przyszłości zmierzę się z Islamem Machaczewem [nr. 4]. Teraz chcę się zmierzyć z Gathje, a potem z Islamem. Plan jest prosty - oświadczył Gamrot na konferencji prasowej.
Do tej pory - oprócz ostatniej wygranej - "Gamer" pokonał Scotta Holtzmana, Jeremy'ego Stephensa oraz Diego Ferreirę. Przegrał jedynie - po bardzo wyrównanej walce - w debiucie w amerykańskiej federacji z Guramem Kutateladze.