Szokujące sceny tuż po walce "Pudziana". Zero radości. Szybko okazało się, dlaczego

Kacper Sosnowski
Zrobił coś wielkiego, dla wielu szokującego, ale po walce nawet się nie uśmiechnął. Gdy Mariusz Pudzianowski na KSW 70 stanął do ogłoszenia werdyktu, minę miał tak posępną jak znokautowany przez niego Michał Materla. Szybko okazało się, dlaczego.

Właściwie każdy, kto się wypowiadał, pisał, oceniał główne sportowe danie na gali KSW 70, powtarzał tę samą historyjkę. Że trudno znaleźć płaszczyznę, w której Mariusz Pudzianowski w klatce miałby być od Materli lepszy. Wszyscy podkreślali za to, że legenda KSW ze Szczecina ma technikę, spryt, jest szybki, doświadczony. Po stronie Pudzianowskiego były kilogramy, które zresztą tym razem miały mu nie pomóc. Same kilogramy rzeczywiście nie zawsze coś znaczą, ale siła i serce do walki już tak. A przecież na przekór wszystkim to Pudzianowski w Łodzi popisał się techniką, sprytem i szybkością. Były mistrz świata strongmenów, który od początku swej przygody w MMA dostał łatkę osiłka, udowadnianiem tego, że teraz jest przede wszystkim zawodnikiem mieszanych sztuk walki, był chyba już zirytowany.

Zobacz wideo Pudzianowski: Całe środowisko się ze mnie śmiało. Wiecie, co możecie zrobić?

"13 lat, żeby dostać ku**a taką szansę"

Tę irytację było widać, po jednym z jego ważniejszych i cenniejszych zwycięstw w KSW. Pudzianowski trafił Materlę po raptem 107 sekundach walki. W tym czasie zdołał już postraszyć rywala innym ciosem i sam przyjął dość mocne uderzenie na wątrobę, ale bólu nie dał po sobie poznać. Konsekwentnie robił, to co miał zaplanowane, polował ciosami podbródkowymi na szczękę oponenta. - Plan był taki, by pochodzić, poczaić się i albo Michał mnie ustrzeli, albo ja jego - mówił potem po walce na antenie Viaplay. Walce, którą dzięki jednemu celnemu ciosowi wygrał, ale zupełnie się z tego nie cieszył. Nawet wtedy, kiedy rywal po 5 minutach wstał z desek i pewne było, że nic złego mu się nie stało. Pudzianowski wyglądał jakby był zły i rozgoryczony. To były szokujące sceny. Potem przemówił.

- 13 lat temu, gdy zaczynałem w KSW, mogłem się uczyć od Michała wszystkiego. Nawet chciałem po tę naukę pojechać do niego do Szczecina. Żeby znaleźć się tutaj, musiałem ciężko tyrać przez 13 lat, żeby dostać ku**a taką szansę - oznajmił dosadnie, a łzy cisnęły mu się do oczu. Tak mocne słowa w jego ustach też wszystkich zaskoczyły. Może miały zaskoczyć ekspertów, którzy nie dawali mu szans, w starciu z "prawdziwym" zawodnikiem MMA, może były kierowane do bukmacherów, którzy za wygraną faworyzowanego Materli płacili grosze. Może miały trafić do działaczy federacji KSW, którzy nawet w ostatnich latach często zapewniali swej gwieździe pojedynki, bardziej kojarzące się z show i igrzyskami. To zaplanowali – jak się okazało - 18 sekundowe starcie z Serigne "Bombardierem" Dią, który do MMA wszedł bardziej dzięki ludzkiej ciekawości i swym 150 kilogramom, niż umiejętnością przydającym się w klatce, to - trochę z konieczności - posłali przeciw niemu debiutanta w MMA, Nikole Milanovicia, bardziej znanego z tego, że był ochroniarzem Marcina Gortata, a nie dlatego, że trenował kiedyś judo. W ostatnim czasie rywalem "Pudziana" był też bośniacki kulturysta, model fitness i trener personalny - Erko Jun, którego KSW kiedyś ściągnęło, by walczył z żółtodziobem aktorem Tomaszem Oświecińskim.

"Śmieli się wszyscy, mówili czerwony balon". Teraz Chalidow?

Zapewne Pudzianowski jako sportowiec lepiej czuł się, gdy widział naprzeciw siebie sportowców: Łukasza Jurkowskiego, Karola Bedorfa, czy Marcina Różalskiego, mimo, że nie wszystkie z tych pojedynków kończyło się dla niego dobrze. - Śmieli się ze mnie wszyscy, mówili czerwony balon. Ale ten czerwony balon dobrze sobie radzi - kwitował Pudzianowski już po wygranej z Materlą. Jakby znów czuł, że sam prawy sierpowy, który zadał przed chwilą rywalowi, nie wystarczy, by traktować go poważnie.

Mariusz PudzianowskiMariusz Pudzianowski rozbił bank. 200 tys. zł za Najmana, a potem poszło

Pudzianowski na swym rozkładzie i w pokonanym polu ma już kilku zawodników, od których kiedyś mógł się tylko uczyć: Łukasza Jurkowskiego, a teraz Materlę. Zapewne w wieku 45-lat chciałby iść drogą rywalizacji z tymi najlepszymi i legendarnymi, a nie najdziwniejszymi czy najcięższymi.

Pudzianowski na KSW 70 domagał się uwierzenia w niego jako zawodnika. To dlatego szybko pojawiła się propozycja jego walki z Mamedem Chalidowem. Mamed sam temat podchwycił.

Pudzianowski i Chalidow/Pudzianowski i Chalidow/ screen Viaplay

- Dawno powinniśmy to zrobić. Mam nadzieję Mariusz, że zgodzisz się na taką walkę? - powiedział Mamed, który pojawił się w klatce.

- Skoro tak mówisz, to podejmuje rękawicę. Nie wierzę, że to się dzieje – wreszcie lekko odżył Pudzianowski.

Pudzianowski w KSW stoczył 24 walki. 17 z nich wygrał w tym 70 procent przez nokaut.

Więcej o: