Niesamowita przemiana Błachowicza. Zniszczył plany UFC

Antoni Partum
Jan Błachowicz (28-9) spadł z tronu, ale jeśli w sobotę pokona Aleksandra Rakicia (14-2), będzie mógł odzyskać pas UFC. Za to porażka okazałaby się bardzo bolesna. - To kluczowa walka dla losów jego kariery - przekonuje Marian Ziółkowski, mistrz KSW oraz kolega Błachowicza z klubu WCA Fight Team.

Jan Błachowicz trafił do UFC w 2014 r. jako mistrz KSW. Fani MMA byli ciekawi, jak Polak poradzi sobie na tle najlepszych na świecie. Część z nich dość szybko uznała, że amerykańska federacja brutalnie Błachowicza zweryfikowała. Trudno się im dziwić. Wiosną 2017 r. bilans Błachowicza był fatalny. Przegrał  cztery z pięciu walk, wielu na jego miejscu zostałoby już skreślonych. Dana White, szef federacji, uznał jednak, że "Cieszyński Książę" dostanie kolejną szansę.

Zobacz wideo Błachowicz o porażce z Teixeirą: Zrobiło mi się ciemno przed oczami i klepałem

A Błachowicz z niej skorzystał. Devin Clark, Jared Cannonier, Jimi Manuwa, Nikita Kryłow, Luke Rockhold, Ronaldo Souza i Corey Anderson. Polak wygrał aż siedem z kolejnych ośmiu walk w UFC. Przegrał jedynie z Thiago Santosem, tuż przed starciem z Rockholdem. Kapitalny bilans sprawił, że Błachowicz stał się nie tylko najlepszym polskim zawodnikiem MMA, ale i jednym z najgroźniejszych zawodników dywizji półciężkiej na świecie (do 93 kg).

Skąd się wzięła niesamowita przemiana Janka? - Jeśli chodzi o aspekt techniczny, to niezwykle rozwinął się on pod względem bokserskim przez sparingi z Arturem Szpilką i Izu Ugonohem. Błachowicz zawsze miał silny cios, dobrą stójkę i umiał trzymać gardę. Ale sparingi z pięściarzami sprawiły, że poczuł się bardziej swobodny w tym elemencie. Zyskał lepsze wyczucie dystansu i jeszcze lepszy timing. Słowem, ma lepszą czutkę - tłumaczył Andriej Mołczanow, który na przełomie wieków dziewięć razy został mistrzem świata w tajskim boksie, a później przez moment trenował Błachowicza.

Wielu uważało, że Polak zasłużył tamtymi zwycięstwami na walkę o pas wcześniej, niż dopiero w 2020 r. Problem w tym, że choć był świetnym sportowcem, to nie był zbyt medialny, więc na swoją szansę musiał długo czekać. Poczciwy, uśmiechnięty i skromny chłopak, który w bestię przemienia się, dopiero gdy zostaną zamknięte drzwi do klatki. Tam lepiej z nim już nie zadzierać. 

- Pewnie UFC wolałoby, żebym był bardziej rozpoznawalny i wypromowany. Staram się, ale chyba muszę się uchlać i potrącić kobietę w ciąży. Wtedy może bym się wybił wyżej. Ale nie tędy droga, a ja sportowo do tego dojdę - przekonywał Błachowicz, wbijając szpilkę Jon Jonesowi, kontrowersyjnej gwieździe UFC.

I doszło do sytuacji, w której UFC nie cieszyło się ze zwycięstw Polaka. Nawet tych najważniejszych. Wystarczy wspomnieć 2020 r., gdy Błachowicz pokonał Dominicka Reyesa i zdobył upragniony pas. Ale do kuriozalnej sytuacji doszło dopiero podczas jego największej walki w karierze z Israelem Adesanyą. Niepokonany Nigeryjczyk, mistrz wagi średniej, zaczął mieć chrapkę na pas kategorii półciężkiej, więc UFC zestawiło go z Jankiem. Po dość wyrównanej walce zwyciężył Polak. 

- Janek znów popsuł biznes szefowi - żartował na wizji Łukasz Jurkowski, komentator Polsatu. Zdjęć prezentujących przygnębiającą minę prezesa UFC na portalach społecznościowych było sporo. Zresztą ten wydawał się uśmiechać na siłę, nawet jak przypinał Polakowi mistrzowski pas.

- Dana White miał skwaszoną minę, ale paradoksalnie byłem zadowolony z jego reakcji. Mieli wielki plan a Polak go zniszczył - śmiał się Błachowicz - Cieszę się, że dostałem się na szczyt w swoim stylu. Nie musiałem nikogo udawać. Że mogłem pozostać sobą i to się obroniło. No bo Ilu może być Conorów McGregorów?

Bolesna lekcja od Teixeiry 

W październiku 2021 r. Błachowicz wrócił do klatki, ale Glover Teixeira gładko go poddał w drugiej rundzie i odebrał mu pas. - Zły dzień w biurze. Każdemu się czasem przydarzy - tłumaczył się Polak. Zdziwienie było spore, bo Robert Złotkowski i Robert Jocz, trenerzy Janka, a także wszyscy jego koledzy z WCA Fight Club zapewniali, że był w świetnej formie.

Być może problem był taki, że "Cieszyński Książę" nie miał odpowiedniego nastawienia mentalnego do walki. Z Brazylijczykiem łączą go dobre relacje. Wielu powie, że nawet zbyt dobre, jak na kogoś z kim miał się bić. Podczas konferencji prasowych Polak zachwalał rywala, śpiewał mu "sto lat" na urodziny, a nawet wręczył mu cieszyńskie piwo. Nie chodzi o to, że koniecznie musi być zła krew, ale chyba było zbyt słodko.

Tym razem Janek nie chce popełnić tego błędu, więc nawiązał współpracę z mentalną trenerką Darią Albers. - Kto był pomysłodawcą? To wyszło naturalnie. Pchnęła mnie do tego moja Dorota. Podoba mi się zaangażowanie Darii. Kiedyś jak korzystałem z pomocy psychologa sportowego, to było to godzinne spotkanie w tygodniu i tyle. Z Darią kontakt mam cały czas, a raczej mogę mieć. Pracujemy nad oddechem i koncentracją - zdradził były mistrz UFC.

Już w nocy z soboty na niedzielę przekonamy się, w jakim stopniu to pomoże Błachowiczowi, który zmierzy się z 30-letnim Aleksandarem Rakiciem. Austriak przebojem wdał się do czołówki.

Kto będzie faworytem?

- Czuję, że Janek to wygra - mówi Sport.pl Marian Ziółkowski, mistrz KSW oraz kolega Błachowicza z klubu WCA Fight Team. - Janek na pewno jest lepszy boksersko. Rakić jest żywiołowy, boksuje bardzo eksplozywnie, często ryzykuje w kombinacjach, ale technicznie Janek go przerasta o klasę. No i Janek znacznie lepiej kopie, choć akurat Rakić też to potrafi. Generalnie Błachowicz przewyższa go techniką, a już zwłaszcza w parterze. Spodziewam się raczej walki w stójce. Trudno będzie obalić Rakicia. Janek musi się nastawić na mocną stójkę, a obalić może spróbować raczej sytuacyjnie. Nie ma co na siłę szukać obaleń. No i trzeba uważać na kondycję, bo to pięć rund.

- Rakić pierwszy raz będzie się bił na mistrzowskim dystansie. Pamiętasz swoją pierwszą walkę pięciorundową? To duży przeskok? - dopytujemy Ziółkowskiego. - Pierwszy raz się biłem z Romkiem Szymańskim. Jeśli ktoś ma dobrą kondycję z natury, to nie jest to jakiś wielki wyczyn przewalczyć pięć rund. Doświadczenie raczej pomaga w rozłożeniu sił. To jest klucz. Bo jak zawalczysz dwie rundy na maksa, trzecią też w wysokim tempie, to nagle w czwartej rundzie może ci zabraknąć prądu. Rakić musi zachować zimną głowę, ale może jemu rad nie będę udzielał - śmieje się Ziółkowski.

Czy to ostatnia szansa dla Błachowicza na powrót na szczyt?

Tego nikt oficjalnie nie powiedział, ale jeśli Błachowicz wygra, to na 99 procent zawalczy o pas, który będzie należał do zwycięzcy walki Glovera Teixeiry z Jirim Prochazką. Ale chrapkę na pas ma także Rakić.

- Jestem nową siłą w dywizji. Jestem młody, jestem głodny. Mam misję do wykonania. Postawię pieczęć i udowodnię, że jestem następny w kolejce po pas. Będę dzierżył tron przez długi, długi czas - przekonuje 30-latek.

Błachowicz jest o dziewięć lat starszy i prawdopodobnie to ostatni dzwonek na powrót na szczyt. Porażka może sprawić, że już nie dostanie szansy na walkę o pas.

- To mega ciekawa walka. Rakić będzie się już tylko rozpędzać. Taka już jest specyfika kategorii półciężkiej i ciężkiej. To nie jest waga piórkowa, że z wiekiem tracisz szybkość i kilka lat po trzydziestce wypadasz z czołówki. Tutaj czas działa na twoją korzyść. Oczywiście, do pewnego momentu. Po 40 z reguły jest coraz gorzej. Biologii nie oszukasz, ale sprytem, siłą i techniką możesz próbować niwelować braki szybkościowej - uważa Ziółkowski.

- Ale jeśli Błachowicz - odpukać - przegra, to wciąż będzie mógł walczyć o pas w przyszłości? - pytamy.

- W wadze ciężkiej i półciężkiej trochę brakuje nazwisk, więc może Janek, nawet w przypadku przegranej, mógłby jeszcze wrócić. Ale problem jest inny. Jeśli by przegrał, to mentalnie mógłby się trochę podłamać. Nie wiem, czy sam nadal by wierzył, że może ponownie dojść do tego pasa. To będzie kluczowa walka dla losów jego kariery. Ja jednak tylko odpowiadam na twoje pytanie, bo sam czuję, że Janek to wygra. I nie mówię tego dlatego, że się lubimy i razem trenujemy - zakończył Ziółkowski.

A co ma do powiedzenia sam Błachowicz? - Chcę pokonać Rakicia i w kolejnej walce odzyskać pas. To nie koniec historii Jana Błachowicza. Nadal mamy do zapisania kilka stron. Jeśli nie zostawiam legendarnej polskiej siły w hotelu, niszczę wszystkich. I tym razem o niej nie zapomnę - przekonuje.

Więcej o: