- Zaproponowali taką walkę, to ją wziąłem. W dużych rękawicach, bo on boi się walczyć w małych, boi się także walki w formule MMA. Więc walczę z Don Kasjo knurem [sam Kasjusz Życiński nazywa siebie Don Kasjo królem] w dużych rękawicach w boksie - mówił kilka tygodni temu Marcin Wrzosek w rozmowie z MMA Rocks.
W sobotę w Ergo Arenie Don Kasjo wygrał jednak z Wrzoskiem jednogłośnie na punkty. - Niech wypie***la. Wrzód. Mam nadzieję, że Maciej Kawulski [szef KSW] dotrzyma teraz słowa i go wyj*bie - powiedział Kasjusz "Don Kasjo" Życiński o Wrzosku, który wciąż jest związany kontraktem z KSW.
"Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl"
Niewiele zabrakło, a obaj zawodnicy starliby się również po walce. Ciśnienia nie wytrzymał bowiem Marcin Wrzosek. Zaatakował on Don Kasjo, ale w porę został powstrzymany. Zareagować musiał nawet Krzysztof Rozpara, jeden z organizatorów popularnych gal.
Don Kasjo prowokował już przed walką podczas czwartkowego programu "Face2Face", w trakcie którego pojawiają się telefony od widzów. Po jednym z nich "Don Kasjo" zdecydował się zaatakować Wrzoska, wykorzystując do tego... Marcina Najmana - Te samo imię... Marcin Najman, Marcin Wrzosek. Marcina nie lubią w Częstochowie, a jego w Bydgoszczy - stwierdził.
Wrzosek po sobotniej walce nie wyglądał na porozbijanego. Zresztą "Don Kasjusz" też nie, ale on po chwili stoczył jeszcze jedną walkę. A raczej kolejny freak fight, bo do oktagonu wszedł Michał "Boxdel" Baron, współwłaściciel Fame MMA, który więcej w tym oktagonie tańczył, niż boksował. I przegrał z "Don Kasjo" po trzech rundach na punkty.