Najman uderza w organizatorów PunchDown. "Odbieranie zdrowia za kilka tys. zł"

Nie milkną echa gali PunchDown 5, na której sporego uszczerbku na zdrowiu nabawił się Artur "Waluś" Walczak. 46-letni zawodnik w dalszym ciągu walczy o życie w szpitalu. Głos w tej sprawie postanowił zabrać były pięściarz i obecnie organizator gal MMA - Marcin Najman.

Do dramatycznej sytuacji doszło w półfinałowym pojedynku gali PunchDown 5. Artur "Waluś" Walczak został ciężko znokautowany przez Dawida "Zalesia" Zalewskiego w wyniku czego doznał ciężkiego uszkodzenia mózgu. 46-latek trafił do szpitala, w którym został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej i do dziś walczy o życie. 

Zobacz wideo "To byłby dla mnie zaszczyt". Mamed i Pudzian mówią o hitowej walce

Od razu po gali rozpoczęło się poszukiwanie winnych zaistniałej sytuacji. Przekazujący na bieżąco najnowsze wieści na temat stanu zdrowia "Walusia" Piotr "Bonus BGC" Witczak jest przekonany, że decydujący w tej sytuacji był brak karetki na miejscu, przez co poszkodowany zawodnik musiał czekać na pomoc ponad 30 minut. Organizatorzy gali zaprzeczają, aby tak wyglądały kulisy całego wydarzenia i odpierają zarzuty. 

Artur Walczak, Gala Punchdown 5Najnowsze informacje ws. "Walusia". "Bonus BGC" ujawnia SMS. "Koniec organizacji"

Marcin Najman komentuje wydarzenia z gali PunchDown 5. Oberwało się także walkom na gołe pięści

Głos w tej sprawie postanowił zabrać były pięściarz Marcin Najman, który obecnie zajmuje się organizacją gal MMA. Według niego nie do pomyślenia jest, że na miejscu mogło nie być karetki, ponieważ te są nawet przy nagraniach takich programów telewizyjnych jak "Taniec z gwiazdami".

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

- Kilka dni temu doszło do tragicznego w skutkach wypadku podczas gali PunchDown. Po ciosie przytomność stracił Artur Walczak ps. Waluś. Przy tym lawina hejtu wylała się na rywala Walusia, czyli Dawida Zalewskiego ps. Zaleś. Akurat jego winy w tym wypadku nie widzę żadnej. Panowie świadomie umówili się, że będą sobie odbierać zdrowie poprzez okładanie się po głowie, bez możliwości obrony. Tak samo mógł skończyć Zaleś. Dla mnie taka rywalizacja to świadome odbieranie sobie zdrowia za kilka tysięcy zł. - przyznał Najman w swoim oświadczeniu na Instagramie. 

- Sporty walki to sztuka zadawania ciosów i obron. Tu obron stosować nie można. Często uczestnicy takich wydarzeń to również osoby zażywające sterydy, które powodują nadciśnienie i chociażby tętniaki. To również robią na swoją odpowiedzialność, ale to też może być powodem takich powikłań po ciosie. Jedyne czego nie mogę zrozumieć to, że nie było w zabezpieczeniu karetki na miejscu. Karetka to powinien być standard na zawodach tego typu. Nawet na meczach trzeciej ligi koszykówki czy w Tańcu z Gwiazdami karetka z lekarzem na miejscu zabezpiecza uczestników. U mnie na galach są dwie karetki, jedna R-ka reanimacyjna i druga do transportu. To przecież powinna być norma. Nie zmienia to faktu, że każdy z uczestników stawił się tam na własne życzenie i brał ryzyko na siebie - kontynuował były pięściarz.

Mariusz PudzianowskiHitowy rewanż w KSW?! Pudzian złożył jednoznaczną deklarację

W oświadczeniu Marcina Najmana oberwało się także organizatorom coraz popularniejszych w naszym kraju walk na gołe pięści. - Natomiast problem jest szerszy. Rywalizacja na gołe pieści w naszym kraju, również jest sprzeczna z prawem. Przecież kibice w lesie tez dobrowolnie stają do rywalizacji na gołe pięści i gania ich za to policja. Podsumowując, nie da się wyeliminować ryzyka utraty zdrowia i życia w takich sportach jak żużel, boks, MMA, ale trzeba dochować wszelkiej staranności, by to ryzyko minimalizować - zakończył 42-latek.