Terrance McKinney nie mógł wymarzyć lepszego debiutu w UFC. Walkę z Mattem Trevolą przyjął kilka dni przed ich pojedynkiem i potrzebował zaledwie 7 sekund, by zwyciężyć. Po doskonałej kombinacji ciosów powalił swojego rywala na ziemię, a po serii ciosów sędzia musiał przerwać pojedynek.
McKinney wpadł w szaloną radość po swojej wygranej, czemu trudno się dziwić. Wskoczył na klatkę, a zeskakując z niej... doznał kontuzji kolana. Cała sytuacja wyglądała bardzo poważnie. Sam jednak nic sobie z tego nie robił. - Myślę, że wszystko będzie ok, po prostu muszę to porozciągać - przyznał w rozmowie z dziennikarzami po zakończeniu jego walki.
To nie było pierwsze tak szybkie zwycięstwo McKinneya. Jego trzy dnie ostatnie pojedynki trwały niewiele dłużej - kolejno 16, 17 i 71 sekund. Styl, w którym pokonał Trevolę, z pewnością pomoże mu walczyć o kolejny pojedynek w UFC. Pod warunkiem, że kontuzja kolana nie wykluczy go na kolejne miesiące.