Wiadomo co "Pudzian" krzyczał do "Jurasa" w końcówce walki. Odpowiedział jednym słowem

Choć najlepsze lata kariery obaj mają już za sobą, to w sobotę na KSW 61 stoczyli wyczerpującą walkę. Łukasz Jurkowski, choć był mocno obijany, nie odpuścił. Dotrwał do 3. rundy, w której poczęstował Mariusza Pudzianowskiego obrotówką. Po chwili "Pudzian" dopadł rozbitego Jurkowskiego i wręcz krzyczał do niego, żeby się poddał.

"Jeśli ktoś chce nazywać to freakfightem, to niech sobie to tak nazywa" - mówił Łukasz "Juras" Jurkowski przed starciem z Mariuszem Pudzianowskim. Zaznaczał, że nie interesują go powody, przez które ktoś będzie chciał zobaczyć jego starcie z byłym strongmenem. Zapowiadał, że mimo tego, że obaj się lubią, ćwiczą w jednym, warszawskim klubie (WCA), a po walce chętnie wypiją to i owo, to w klatce umówili się na "zrobienie sobie krzywdy". Czuć było, że pojedynek dwóch panów, którzy w metryce mają czwórkę z przodu, jest dla nich szczególnym wydarzeniem.

Zobacz wideo Jurkowski: Mariusz mówił do mnie, żebym się poddał, bo mi łeb rozbije

Abstrakcyjne zestawienie

Jakby pomyśleć o tym pojedynku ponad dekadę temu, gdy "Pudzian" wchodził do świata MMA to uznać można by go za żart z kilku powodów. "Pudzian" ważył wtedy 125 kg, Jurkowski bił się w kat. do 93 kg. Mistrz świata strongmnów na salach MMA traktowany był jako freak, a może nawet przelotny meteoryt, który dzięki swoim mięśniom ma szansę zrobić skok na kasę. Niektórzy z zawodników uprawiających mieszane sztuki walki z tego powodu patrzyli nawet na "Pudziana" krzywym okiem. Oni trenowali na ringach od lat, a nagle światła i grube przelewy szły do człowieka, który nie bardzo poradziłby sobie z założeniem duszenia trójkątnego. Tak dla zilustrowania finansowej przepaści - Pudzianowski i Jurkowski w 2010 roku zostali zaproszeni na galę Moosin w USA. Były strongman po przegranym pojedynku z Timem Sylvią wrócił bogatszy o 110 tys. dolarów, "Juras", który wygrał pierwszy turniej KSW w historii, dostał za swoje wygrane w Ameryce starcie 3,5 tys. dolarów.

Kibic zaatakował Roberta Lewandowskiego. W jego obronie stanął... Mariusz PudzianowskiMariusz Pudzianowski wyjaśnia swoją przyszłość

Zresztą Jurkowski był jedną z osób, która pomagała Pudzianowskiemu z MMA się oswajać. Pracował z nim przed starciem z Erikiem "Butterbeanem". - Teraz byłoby głupio jakby nauczyciel przegrał z uczniem - żartował przed KSW 61, wspominając wspólne historie. Potem "Juras", gdy na jakiś czas zakończył zawodniczą karierę, komentował walki Pudziana w KSW. Z każdą kolejną wielokrotnie zaznaczał, że były strongman nabiera umiejętności i do nowej profesji podchodzi ambitnie. Z osiłka, który jak mówił kiedyś jeden z jego trenerów, chciał tylko łapać i rzucać swoich rywali, stawał się zawodnikiem, który nie tylko wygrywał walki rozbijając oponentów swymi ciosami, ale wiedział co robić i jak zachowywać się w parterze, umiejętnie realizował dobraną taktykę, a siły nie opuszczały go przy pierwszej rundzie. Teraz Pudzianowski, który do tej pory przegrywał z doświadczonymi polskimi fighterami i gwiazdami KSW (Marcinem Różalskim i Karolem Bedorfem) może cieszyć się z zasłużonego triumfu nad swoim byłym nauczycielem.

Pudzianowski krzyczał, żeby się poddał. "Rozwalę ci łeb"

- Zamknęliśmy pyski klakierom, którzy mówili, że idziemy się do klatki popieścić - podsumował sobotnie starcie Pudzianowski. "Pudzian" wygrał pojedynek z "Jurasem" w 3. rundzie przez techniczny nokaut, po tym jak kilkukrotnie obalił młodszego kolegę i mocno obijał go z góry. W pierwszej – najbardziej wyrównanej odsłonie – dzięki swym mocnym lowkickom sprawił, że "Jurasowi" na nogach stało się trudniej, a potem stopniowo zaznaczał swoją przewagę. T

o, że Jurkowski wyszedł do 3. rundy, można było uznać za niespodziankę. Tuż przed rozpoczeciem rundy Jurkowski był tak rozbity, że nawet nie trafił ręką w "żółwika" Pudzianowskiego. To, że wykonał w niej jeszcze kopnięcie obrotowe - to wielki wyczyn. Zresztą "Pudzian" ten cios odczuł. Losów rywalizacji to jednak nie zmieniło, bo "Pudzian" po jakimś czasie znów znalazł się na górze, a dalsza konfrontacja jego siły z "udawanym ciężkim" nie miała sensu. "Udawany ciężki" lub "grubasek" - tak o "Jurasie", który ze swych 93 kilogramów ostatnio wszedł na kilogramów 113, mówił Pudzianowski. W końcowych fragmentach sobotniej walki Pudzianowski mówił "Jurasowi", by się poddał i przerwał bezsensowne przyjmowanie ciosów, bo będzie miał rozwalony łeb, ale "Juras" odparł: wal.

Jurkowski, na którego twarzy ciosy rywala były dobrze widoczne, zaznaczył, po walce, że chciał zrobić więcej, ale zabrakło mu sił, że wynik nie był najważniejszy, że cieszył się chwilą i całą otoczką walki, bo za tym się stęsknił. W klatce, z różnych przyczyn (m.in. kontuzji swojej i Szymona Kołeckiego) nie walczył już od dwóch lat. Starcie z "Pudzianem" pewnie było jego pożegnaniem z klatką. Jak sam podkreśla, jest spełnionym sportowcem i zawodnikiem, który teraz dobrze zarabia. Również dzięki "Pudzianowi", za sobotnie starcie dostanie najlepszą ringową wypłatę w karierze. A na brak zajęć poza ringiem też nie narzeka: komentatorka, konferansjerka, praca prezentera telewizyjnego, aktywności dla sponsorów. Choć z zawodowymi walkami się oficjalnie nie pożegna - bo już to kiedyś zrobił - jest przekonany, że do klatki więcej nie wejdzie.

- Wystarczy, bo po takich ciosach będę zapominał litery w głowie, a w mojej branży byłoby to pewną niewygodą - kończył w swoim stylu uśmiechając się do dziennikarzy.