Błachowicz popsuł szefowi "afrykański plan na biznes". Mina White'a mówi wszystko

W oczekiwaniu na ogłoszenie wyniku walki między Janem Błachowiczem i Israelem Adesanyą nie trudno było zauważyć posępną minę szefa UFC Dana White'a. Jego radość z konieczności zawieszenia pasa na biodrach Polaka też nie wydawała się wielka. Sportowiec z Cieszyna nieco popsuł prezesowi afrykański plan na biznes.

Podczas gdy polskich kibiców rozpierała duma, Jan Błachowicz podnosił ręce w geście triumfu, konferansjer Bruce Buffer krzyczał "and still", nie wszyscy z wygranej Polaka nad Israelem Adesanyą wydawali się cieszyć. 

"Janek znów popsuł biznes szefowi" żartował komentator MMA Łukasz Jurkowski. Zdjęć prezentujących przygnębiającą minę prezesa UFC Dana White'a na portalach społecznościowych było sporo. Zresztą ten wydawał się uśmiechać na siłę, nawet jak przypinał Polakowi mistrzowski pas kat. półciężkiej. Faworytem tego starcia Polak nie był, zresztą tak jak poprzedniej mistrzowskiej walki z Dominickiem Reyesem. Zawodnik z Cieszyna ekspertom znów sprawił psikusa.

Dana White wciąż nie dowierza. Dana White wciąż nie dowierza. "Punktacja była szalona". I zdradza potencjalnego rywala Błachowicza

Tym bardziej że amerykańscy dziennikarze w swych komentarzach mistrzowski pas i ostatnie wygrane Polaka uznawali za wydarzenia dość szczęśliwe. Wygraną z Nigeryjczykiem Polak zamknął im usta. Triumfował przecież z rywalem, którego wielu uważa za jednego z obecnie najciekawszych i najbarwniejszych w UFC. Adesanya jest zresztą jednym z najlepszych fighterów prestiżowej organizacji bez podziału na kategorie wagowe. Do 7 marca 2021 roku był też sportowcem, który w MMA wygrał wszystkie 20 walk, z czego 15 przed czasem. Trudno się dziwić, że dla White'a był szansą na stworzenie nowego bohatera i wejście na nowy kontynent.

Afrykańska ekspansja

UFC atmosferę niezwykłego, niezwyciężonego i barwnego już zaczęło wokół 31-letniego zawodnika tworzyć. Zresztą nie było to trudne, bo od początku był on bardzo medialny. To zatańczył, to popisał się wesołą cieszynką po kolejnym zwycięstwie, to powiedział coś chwytliwego, a przy tym był wojownikiem z Afryki. White, który od 2019 roku miał dwóch mistrzów z Nigerii (drugim jest Kamaru Usman w kat. półśredniej), wyczuł możliwość ekspansji na terytorium Czarnego Lądu.

W którymś momencie przyznał nawet, że UFC będzie chciało budować tam swoje ośrodki treningowe, a sam wrzucał na media społecznościowe filmy prezentujące uznanie dla zawodników z tego kontynentu. W dodatku White miał kumulację szczęścia, w kategorii ciężkiej coraz lepiej radził sobie Francis Ngannou, Francuz kameruńskiego pochodzenia, który przez wielu uważany jest obecnie za najsilniejszego człowieka walczącego dla amerykańskiej organizacji. Kategoria ciężka zawsze jest magnesem, a Ngannou pod koniec marca stanie zresztą do walki o pas ze Stipe Miocicem, światła będą na niego skierowane jeszcze mocniej. Ten pojedynek budzi duże zainteresowanie, może wykreować kolejnego afrykańskiego bohatera, więc afrykański sen White'a zaczął się spełniać. 

Świat UFC komentuje historyczną walkę Jana Błachowicza. Świat UFC komentuje historyczną walkę Jana Błachowicza. "Paskudne"

Nie jest też tajemnicą, że sam Adesanya  poważnie rozmawiał z Whitem i namawiał go na galę UFC w Afryce. Szef UFC znany jest z tego, że lubi wyzwania, chętnie wchodzi na nowe terytoria, dba, by UFC była rozpoznawalną marką pod każdą szerokością geograficzną i zarabiała wszędzie, gdzie się da. Afryka to jedno z ostatnich miejsc, gdzie White nie dotarł. Z trzema afrykańskimi mistrzami UFC w tym z medialnym Adesanyą, który jako jeden z kilku zawodników mógł królować w dwóch kategoriach wagowych, plan White'a z pewnością były przyjemniejszy w realizacji. 

Nie znaczy, że White jeszcze go nie zrealizuje, ale starcie Błachowicza z Adesanyą, który spróbował swoich sił w kat. półciężkiej, pokazało, że Nigeryjczyk nie ma w oktagonie nadludzkiej mocy. Dodatkowo ta walka nieco rozwiała mit Adesany jako kogoś super szybkiego, nieprzewidywalnego. Cięższy od rywala o 8-9 kg Polak wcale szybkością mu nie ustępował i nie dał się zaskoczyć, wygrywając na punkty.

- Myślałem, że będzie szybszy - przyznał zresztą Polak przed kamerami TV. Rozstrzygnięcie pojedynku i wygrana Błachowicza na punkty zaskoczyła ekspertów, bukmacherów i pewnie samego prezesa UFC.

- Nie wierzysz we mnie - powiedział Polak chwilę po tym, jak na jego biodrach White założył mistrzowski pas.

- Co ja k***a zrobiłem? Ci goście są szaleni - odpowiedział Amerykanin w swoim stylu zręcznie unikając odpowiedzi. A może głośno zastanawiał się, po co zdecydował się na zestawienie swego afrykańskiego bohatera z Polakiem?