Podwójny mistrz odchodzi z KSW: W Polsce mogę lepiej zarobić niż w UFC, ale chcę się mierzyć z najlepszymi

- Wiadomo, że w KSW mogę dostawać lepsze pieniądze niż początkowo w UFC, ale mam cholernie duże ambicje sportowe. Pieniądze nie są dla mnie najważniejsze. Mam dwójkę dzieci i kiedy mnie spytają na starość, czego żałuję, to nie chcę im odpowiedzieć tego, że nigdy nie spróbowałem się w UFC - mówi nam Mateusz Gamrot (17-0), niepokonany mistrz KSW, który odszedł z polskiej federacji.

Antoni Partum: Tydzień temu pokonałeś Mariana Ziółkowskiego i kolejny raz obroniłeś pas wagi lekkiej KSW. Ale z przebiegu walki nie jesteś wcale zadowolony.

Mateusz Gamrot: Zaledwie miesiąc wcześniej pokonałem Normana Parke'a, więc to był mój błąd, że tak szybko wróciłem do klatki, bo to się znacząco odbiło na mojej dyspozycji. Nie chcę nic ujmować Marianowi, bo to bardzo dobry zawodnik i pod względem taktycznym mądrze ze mną zawalczył, ale nie byłem w optymalnej formie. W dniu walki chyba z 18 razy byłem w ubikacji.

Zobacz wideo Gamrot po wygranej na KSW 54: Nigdy tak się źle nie czułem. 18 razy byłem w kiblu

Czy to była twoja najtrudniejsza walka w karierze?

- Nie, ale mogę tylko powiedzieć, że chyba nigdy tak źle się nie czułem podczas walki. Jednak i tak potrafiłem wygrać każdą rundę z Marianem. Kontrolowałem każdą minutę pojedynku. Wygrałem wszystkie dotychczasowe walki. Może pierwsza walka z Normanem na Narodowym była dość wyrównana, ale i tak byłem lepszy i tuż przed werdyktem sędziowskim wiedzieliśmy z moim narożnikiem, że wygram. W 2014 roku Jefferson Goerge był bliski dopięcia duszenia trójkątnego nogami, ale wyrwałem się i go pokonałem. Przez całą karierę przegrałem tylko jedną rundę, właśnie z Normanem na Narodowym.

To była twoja ostatnia walka dla KSW?

- Tak. Jestem teraz wolnym agentem. Chciałbym bardzo podziękować federacji, bo to była wspaniała przygoda. Cieszę się, że zakończyłem mój kontrakt i pozostałem w dobrych relacjach z Maciejem Kawulskim i Martinem Lewandowskim [właściciele KSW]. Myślę, że i tak będę regularnie odwiedzał ich gale, bo wielu moich kolegów klubowych tam walczy, m.in. Borys Mańkowski, bracia Rajewscy czy Michał Włodarek. Teraz chcę jednak wykonać teraz krok naprzód i spełniać swoje marzenia.

Marzenia, czyli walki w UFC?

- Tak. To najlepsza organizacja na świecie, a ja czuję, że mogę się mierzyć z topowymi zawodnikami. Odchodzę z KSW jako podwójny mistrz, a przecież KSW to obok Bellatora i One Championship najsilniejsza federacja po UFC.

Część ekspertów uważa, że możesz namieszać w UFC, ale z drugiej strony, waga lekka to bardzo silnie obsadzona dywizja. Chabib Nurmagomiedow (28-0), Justin Gaethje (22-2), Dustin Poirier (26-6), Tony Ferguson (25-4) i Conor McGregor (22-4). Jeden kozak większy od drugiego. Na co się stać?

- Chciałbym od razu zostać wrzucony na głęboką wodę. Na dzień dobry zmierzyć się z kimś z TOP 15. Mam 29 lat, jestem w idealnym wieku, by spróbować wejść na szczyt.

W KSW nie zarabiałeś tyle, co największe gwiazdy [KSW nie podaje stawek. Nieoficjalnie mówi się, że Gamrot zarobił około 100-150 tysięcy złotych za walkę wieczoru], ale na początku drogi w UFC nie zarobisz raczej kokosów. A pewnie nawet mniej niż w KSW. Nurmagomiedow przychodził z niemal identycznym bilansem (16-0), a Amerykanie zaproponowali mu osiem tysięcy dolarów i tyle samo bonusu w przypadku wygranej. Oczywiście z czasem stawki rosną, ale początkowo nie są kolorowe. Nie boisz się tego?

- Ale Chabib debiutował w 2012 roku. Od tego czasu stawki poszły w górę.

Poszły, ale teraz pandemia dotknęła wszystkich po kieszeniach, a UFC nie może zarabiać z bramki, bo gale odbywają się bez kibiców.

- Wiadomo, że w KSW mogę dostawać lepsze pieniądze niż początkowo w UFC, ale mi na serio nie zależy tylko na pieniądzach, a mam cholernie duże ambicje sportowe. Poza tym, jeśli wygram kilka walk, to stawki wzrosną diametralnie i wtedy UFC zapłaci więcej niż KSW. Pieniądze nie są dla mnie najważniejsze. Mam dwójkę dzieci i kiedy mnie spytają na starość, czy czegoś żałuję, to nie chcę im odpowiedzieć, że tego, że nigdy nie spróbowałem się w UFC.

A jeśli nie do UFC, to gdzie pójdziesz?

- Otrzymałem także oferty z takich federacji jak: ACA, One Championship, Bellator i PRO Fight Leauge. UFC jest priorytetem, ale nie zamykam się na inne federacje. Fajnie byłoby się zmierzyć z podwójnym mistrzem Bellatora - Patricio Pitbullem (30-4). W ACA też jest kilku kozaków. Podoba mi się pomysł Ligi Mistrzów MMA [PRO Fight League]. Z kolei w One Championship jest Garry Tonon (5-0), z którym, kiedyś przegrałem na mistrzostwach świata w ADCC [formuła walki zapaśniczej z "wykończeniami"], więc chętnie bym się mu zrewanżował. Zawsze też marzyłem, żeby się zmierzyć z legendą japońskiego MMA- Shinyą Aokim (44-9). Sam widzisz, nawet bez UFC może być ciekawie.

W UFC są badania antydopingowe, w pozostałych federacjach z reguły ich nie ma. Czy to dlatego Polacy mają często kłopot, aby się przebić w UFC?

- Nie wiem. Mogę się wypowiadać tylko za siebie. A mnie to mogą teraz zbadać i nie boję się o wynik. Gdy trenowałem w klubie Joanny Jędrzejczyk American Top Team, to wszyscy zawodnicy byli uczuleni na temat dopingu. Jorge Masvidal, Dustin Poirier czy Thiago Moises nawet jak piją zwykłe odżywki, to czytają dwa razy skład. Tam jest dużo niezapowiadanych kontroli. Ale nie mogę tego powiedzieć o wszystkich zawodnikach UFC, bo nie znam ich.

Znasz za to Jana Błachowicza, który będzie walczył o pas wagi półciężkiej. Myślisz, że pokona Dominicka Reyesa?

W ostatnich walkach nabrał wiatru w żagle. Ma świetny timing, znakomicie czuje dystans, no i super boksuje. Naprawdę bardzo się rozwinął pod tym względem, a siłę i odpowiedni charakter miał zawsze. Nikomu się tak ten tytuł nie należy, jak Jankowi. Myślę, że Reyes będzie pasował stylowo Jankowi. Jan na pewno będzie silniejszy i ma lepszy parter. Ale największą sztuką będzie sprowadzenie go do parteru. A jeśli to się nie uda, to spokojnie. Janek ma takie kowadło w lewej ręce, że jak go trafi, to Reyes będzie uśpiony. Moim zdaniem wygra. Podpowiada mi to głowa, a nie tylko serce, choć będę mu kibicował z całych sił.

 

Wspomniałeś o ADCC. Oprócz kariery w MMA jeździsz także na turnieje ADCC . Niedawno zostałeś nawet mistrzem Europy.

- Jestem uzależniony od adrenaliny i rywalizacji, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. A, że wywodzę się z zapasów, to kocham ten sport. Kocham też bjj - brazylijskie ju jitsu. Pewnie gdyby w bjj były takie same pieniądze, jak w MMA, to startowałbym tylko w bjj. Znacznie łatwiej trenować tylko jedną płaszczyznę walki. W MMA jest stójka, zapasy, parter, a do tego motoryka plus regeneracja, czyli pięć rzeczy. Robisz dwie jednostki treningowe dziennie, więc w tygodniu masz 10 treningów. W bjj mógłbym trenować lżej, bo jest jedynie parter.

Kim byś był, gdybyś nie został zawodnikiem MMA?

- Trudne pytanie, bo bardzo wcześnie zacząłem trenować zapasy. Za dzieciaka na podwórku zawsze bawiliśmy się dużą grupą. Pewnego razu wychodzę na dwór, patrzę, a tam prawie nikogo nie ma. I tak sytuacja się powtarzała. Dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, że moi koledzy zapisali się na zapasy, więc poszedłem z nimi.

Może byłbyś strażakiem? Podobno trzy razy oblałeś egzamin.

- Chciałem się dostać do szkoły, ale jako aspirant. Jednak moim głównym celem zawsze był sport. Fakt, że się nie dostałem traktuję jako znak od Boga, bym całkowicie się poświęcił sportowi. Tak też zrobiłem. I chyba nieźle na tym wyszedłem?

Kiedy Mateusz Gamrot stoczy walkę o pas UFC?

- Jeśli wszystko dobrze się ułoży, to w 2023 roku. 





Przeczytaj też: