Bolesna porażka Kowalkiewicz na UFC. Jej narożnik rozważał poddanie walki

Rajska Nowa Zelandia nie okazała się gościnna dla Karoliny Kowalkiewicz. Polka na UFC w Auckland przegrała na punkty z Chinką Xiaonan Yan, notując 4. z rzędu porażkę w UFC. Po tej rywalizacji Kowalkiewicz pojechała do szpitala zająć się spuchniętym okiem. Już wcześniej sporo mówiło się o jej problemach zdrowotnych.

"Nigdy bym nie pomyślała, że będę walczyć w raju. I jak tu nie kochać UFC?" - pisała na swym Instagramie zachwycona Nową Zelandia Karolina Kowalkiewicz. Polka do Auckland poleciała na jedną z ważniejszych walk w swojej karierze, ale między obowiązkami medialnymi, zbijaniem wagi i ostatnimi treningami znalazła trochę czasu, by malowniczy kraj pozwiedzać. Zresztą odprężenie, odpoczynek i zajęcie głowy czymś innym to przed wojną w oktagonie elementy bardzo ważne. Tym bardziej że Kowalkiewicz problemy ze zmęczeniem i spadkiem sił ostatnio miała często. Nie były jednak wynikiem przetrenowania tylko choroby. Czy wpłynęły w jakiś sposób na przegrany pojedynek z Chinką Xiaonan Yan?

Zobacz wideo Kowalkiewicz wraca po porażce.
 

Problemy zdrowotne

- Ostatnie dwa lata były dla mnie bardzo trudne. Przegrałam wtedy trzy walki, ale też miałam poważne problemy zdrowotne. Wykryto u mnie chorobę Hashimoto, miałam niedoczynność tarczycy. Szalały mi hormony - przyznała Kowalkiewicz przed kamerami UFC, tuż przed starciem z Chinką. Polka przez jakiś czas sama nie wiedziała co jej jest, ale diagnozę poznała niedługo przed pojedynkiem z Jessicą Andrade. Pierwszą z czterech walk, które przegrała. Brazylijka znokautowała ją w 1. rundzie. Dwie kolejne rywalki (Michelle Waterson i Alexa Grasso) zwyciężyły na punkty. Podobnie jak Xiaonan Yan. Problemy z tarczycą, które dla normalnie funkcjonującego człowieka byłyby zauważalne, ale nie koszmarne, przy ostrych treningach zdecydowanie dawały się Kowalkiewicz we znaki. Wolniejsza regeneracja, spadek odporności, ciągła senność, a na dodatek coś, co na kilka dni przed walką może być koszmarem – skoki wagi.

Kowalkiewicz na dolegliwości pomagały leki, ale też zmiany.

- Przed walką w Auckland zmieniłam całe moje życie. Od obozu przygotowawczego po dietę. Byłam wegetarianką, teraz jestem weganką - mówiła w rozmowie z UFC News. Dodała, że większą wagę przykłada teraz do regeneracji. Kontekst wydarzeń dotyczących polskiej zawodniczki warto znać. Choć trudno usprawiedliwiać nimi wszystkie ostatnie porażki, to jednak można się zastanawiać czy dawna, w 100 proc. zdrowa Kowalkiewicz z Grasso czy faworyzowaną Xiaonan Yan nie ugrałaby więcej?

Chińska dominacja

Starcie na UFC Fight Night 168 w Auckland było przez Chinkę zdominowane od początku do końca. To rywalka z Azji zadawała więcej znaczących ciosów (w całej walce miała ich 93 przy raptem 38 Polki), to ona kontrolowała pojedynek, to jej udało się sprowadzać Kowalkiewicz do parteru. W samej pierwszej rundzie dwa razy. W całej walce pięciokrotnie. Dodatkowo Polka już w pierwszych minutach starcia, po przyjęciu kilku ciosu na twarz, często łapała się za oko. Prawe szybko napuchło i wyglądało nieciekawie. Obraz był rozmazany.

-Widzę potrójnie - dało się usłyszeć w przerwie. Mimo tego nasza zawodniczka nie zdecydowała się przerwać walki. Sędzia dopuścił ją do drugiej rundy, której scenariusz niestety nie uległ zmianie. Rywalka była silniejsza, szybsza. Nie dała się sprowadzić Polce, która za wszelką cenę starała się rywalizację przenieść do parteru. Biorąc pod uwagę, że miała problemy z wyczuciem dystansu był to pewnie dobry plan. Tyle że nie wychodził, a rywalka dalej ją punktowała. Polski narożnik zastanawiał się nad poddaniem pojedynku.

Doszło jednak do trzeciej rundy, w której starcie na dłuższy czas wreszcie przeniosło się do parteru (po akcji Chinki). Polka wykazała się sprytem, przez chwilę walczyła o skrętówkę na staw skokowy. Wydawało się nawet, że jest na dobrej drodze do poddania Xiaonan Yan, ale Azjatka nie popełniła błędu i kontrolowała pojedynek, który dobiegła końca pod jej dyktando. Sędziowie jednogłośnie wskazali na zwycięstwo Chinki (3 x 30-26)

Koniec przygody w UFC?

Przypomnijmy, że Kowalkiewicz nie tak dawno była pretendentką do pasa mistrzowskiego kategorii słomkowej UFC. Po wygranej z rewelacyjną Rose Namajunas o tytuł mierzyła się z Joanną Jędrzejczyk. Spisała się dobrze, choć przegrała na punkty. Przez kolejne 3 lata miała lepsze i gorsze momenty. Ostatnio te drugie. Jej porażka z Xiaonan Yan była czwartą przegraną z rzędu i 6 w UFC. Cztery porażki dla przeciętnego zawodnika oznaczałyby pożegnanie z prestiżową organizacją. Być może jednak prezes Dana White na walczącą dla jego firmy od ponad 4 lat Polkę popatrzy łaskawiej. Tylko czego będzie chciała sama Kowalkiewicz? Do walki z Chinką wychodziła już jakby w pozytywne rozstrzygnięcie nie wierzyła. Miała szkliste oczy. Niegdyś mówiła, że chciałaby walczyć do 37. roku życia. Czy jej kariera nie skróci się jednak o dwa lata? Jeśli nie będzie jej w UFC raczej z dalszych zmagań i zawodowego MMA zrezygnuje zupełnie. O planie na życie po życiu nigdy wiele nie mówiła. Trudno było jej sobie to wyobrazić. Teraz czasu na przemyślenia będzie miała więcej. Po tym jak dojdzie do siebie. Po walce pojechała do szpitala, m.in. by skontrolować sytuację z okiem.

-Trudna rywalka, cieszę się, że wygrałam - podsumowała krótko Xiaonan Yan, po swej piątej wygranej w karierze.

Na UFC w Auckland swoją walkę przegrał też Michał Oleksiejczuk.

Wyniki UFC Auckland. Karta główna:

  • 155 lb: Dan Hooker pok. Paula Feldera przez niejednogłośną decyzję sędziów (2x 48-47, 47-48)
  • 205 lb: Jimmy Crute pok. Michała Oleksiejczuka przez poddanie (kimura) w 1. rundzie, 3:29
  • 115 lb: Yan Xiaonan pok. Karolinę Kowalkiewicz przez jednogłośną decyzję sędziów (3x 30-26)
  • 265 lb: Marcos Rogerio de Lima pok. Bena Sosoliego przez TKO (sierpy) w 1. rundzie, 1:28
  • 155 lb: Brad Riddell pok. Magomeda Mustafaeva przez niejednogłośną decyzję sędziów (2x 29-28, 28-29)
  • 145 lb: Zubaira Tukhugov pok. Kevina Aguilara przez KO (ciosy) w 1. rundzie, 3:21