UFC. Polka znowu przegrała w UFC! Niesmak i totalna dominacja

Po nokaucie z Jessicą Andrade, teraz przed czasem zastopować Karolinę Kowalkiewicz mogła Michelle Waterson. Ostatecznie skończyło się jej wygraną na punkty. Po UFC w Filadelfii Polka ma już drugą przegraną na koncie i niesmak, bo w niedzielnej walce została kompletnie zdominowana.

Karolina Kowalkiewicz w UFC przyzwyczaiła kibiców, że walki z jej udziałem trwają długo. Z 8 dotychczasowych pojedynków, aż 6 odbyła na pełnym dystansie i w pięciu przypadkach rozstrzygała je na swoją korzyść. Newralgiczna była dla niej zwykle pierwsza runda. Claudia Gadelha poddała ją po 3 minutach, a Jessica Andrade znokautowała po dwóch. Przewidywania na walkę z Michelle Waterson zakładały zatem albo szybkie zaskoczenie Polki przez Amerykankę, albo - w bardziej wyczekiwanej opcji - wypunktowanie przez Kowalkiewicz równie dobrej stójkowiczki. To przecież zawodniczka z Łodzi była faworytką bukmacherów. Żaden z tych scenariuszy jednak się nie sprawdził. To szybsza Waterson zdominowała naszą zawodniczkę, wypunktowała w każdej rundzie, a nawet była bliska jej poddania.

Szybsza i nieustępliwa

Starcie dwóch zawodniczek elektryzujące było jeszcze przed pierwszą komendą „fight”. Do oktagonu wchodziły bowiem jedne z najpiękniejszych pań w UFC. Waterson była kiedyś ring girl. Obecnie często pozuje w różnych sesjach jako modelka, zagrała już kilku filmach czy serialach, brała udział w programach telewizyjnych. Kowalkiewicz przydomek „Polska Księżniczka” nadali dziennikarze za oceanem również nawiązując do jej uroku.

Urok Kowalkiewicz, ale ten sportowy najbardziej widoczny był w 1. rundzie. Polka starała się trzymać rywalkę w dystansie i nękać ciosami. Udanie zablokowała próbę obalenia i na koniec rundy na chwilę ustawiła sobie Waterson pod siatką. Ta zerwała jednak klincz. To była najbardziej wyrównana runda, chociaż Polka ukończyła ją z większą liczbą ciosów, to doznała też rozcięcia pod prawym okiem.

Drugą rundę Polka zaczęła celnym i mocnym prawym sierpowym, ale Waterson kilka razy obiła prawą nogę Polki. Była szybsza i atakowała celniej. W całej walce miała zresztą o połowę więcej celnych uderzeń na głowę. W klinczu udało jej się powalić łodziankę. Zajęła pozycję boczną i utrzymała ją przez niemal 3 minuty, od czasu do czasu uderzając łokciem w twarz Polki. Tę część rywalizacji Amerykanka wygrała zdecydowanie,a w ostatnich sekundach była bliska poddania. Założyła Polce dźwignię na rękę, ale Kowalkiewicz przetrwała 10 sekund i zeszła na przerwę.

W trzeciej rundzie Polka musiała zaryzykować. Jednak ani klincz, ani pojedyncze ciosy nie były w stanie zaskoczyć Amerykanki. Łodzianka była zmęczona, a dodatkowo niecałe 2 minuty przed przerwą znów dała się obalić. Panie jednak szybko wstały, ale "Gorąca Karateczka" obrotowymi kopnięciami przeszywającymi powietrze odbierała Polce chęć do szaleńczych ataków. U sędziów wygrała wszystkie rundy.

Czwarta porażka

- Dziękuję Karolinie. Czuję się trochę jak jej siostra, więc była to dla mnie trudna walka. Dedykuję to zwycięstwo wszystkim, którzy walczą o lepszą przyszłość dla swoich rodzin. Dziś wskoczyłam na wyższy poziom i jestem gotowa do walki o najwyższe cele – powiedziała Waterson, która ze łzami w oczach objęła w oktagonie swoją 8-letnią córkę Arayi, a potem zatańczyła taniec radości.

Szczęśliwa była bardzo, po dwóch cennych wygranych z rzędu - z Cortney Casey i Felice Herrig, teraz pokonała wyżej notowaną Kowalkiewicz. Szansa walki o pas i spełnienie jej marzenia jest coraz bliżej. Waterson chce zostać pierwszą kobietą w UFC, która po urodzeniu dziecka została mistrzynią UFC.

Kowalkiewicz pogratulowała rywalce i oktagon opuszczała ze spuszczoną głową. Przegrała drugi raz z rzędu. Na swym koncie w UFC ma obecnie pięć wygranych, cztery porażki i niesmak po nokaucie oraz walce, w której dała się kompletnie zdominować.