UFC 223. Karolina Kowalkiewicz: Incydent z busem? Nie bałam się. Jestem z Polski. Powtarzam: z Polski

- Conor McGregor tym razem posunął się za daleko. Ale nie wystraszył mnie. Jestem dziewczyną z Polski, powtarzam: z Polski - tak Karolina Kowalkiewicz skomentowała incydent, do którego doszło dwa dni przed galą UFC w Nowym Jorku.

Karolina Kowalkiewicz odniosła cenne zwycięstwo na gali UFC 223 w Nowym Jorku. Polka pokonała po niejednogłośnej decyzji sędziów Felice Herrig (29:28, 29:28, 28:29). I dzięki temu zbliżyła się do walki o tytuł w kategorii słomkowej.

- Nie rozumiem, dlaczego nie wygrałam wyżej, ale to decyzja sędziow. Moim zdaniem byłam lepsza w każdej z trzech rund. Ale Felice to twarda dziewczyna – skomentowała Kowalkiewicz na gorąco, pytana o przebieg walki.

Zawodniczka po walce pytana była także o incydent sprzed walki. Przypomnijmy, że w piątek w Nowym Jorku doszło do ogromnego skandalu. W garażu Barclays Center Conor McGregor i jego ekipa zaatakowali bus przewożący zawodników wracających ze spotkania z dziennikarzami. W kierunku pojazdu poleciały wózki czy barierki. Dwie osoby zostały ranne. Poważnie ucierpieć mogła też Kowalkiewicz, która przebywała wtedy w busie. 

- Conor McGregor tym razem posunął się za daleko. Nie wiem, dlaczego to zrobił, ale przekroczył granicę. W busie były kobiety takie, jak ja i Rose [Namajunas, która wygrała na tej samej gali z Joanną Jędrzejczyk - więcej o walce TUTAJ]. Ale jeśli pytacie, czy Conor mnie wystraszył, odpowiadam, że nie. Nie, nie wystraszył. Jestem dziewczyną z Polski, tam dorastałam. Powtarzam: z Polski - uśmiechnęła się Kowalkiewicz.

Polka dodała, że zwycięstwo dedykuje choremu ojczymowi. - Ja wygrałam swoją walkę, teraz jego kolej - oznajmiła.