W sierpniu zeszłego roku doszło do bardzo nietypowej walki. Conor McGregor zmierzył się z Mayweatherem. Pojedynek czołowego pięściarza na świecie z aktualnie najsłynniejszym zawodnikiem mieszanych sztuk walk już od wielu miesięcy budził kontrowersje. Zarzucono, że ta walka nie ma sensu pod względem sportowym, a całe przedsięwzięcie było jedynie nastawione na gigantyczny finansowy zysk. I faktycznie obaj panowie zarobili gigantyczne kwoty. Spekuluje się, że Mayweather Jr.mógł zgarnąć nawet 250 milionów dolarów, czyli najwięcej w historii sportów walki. Gaża Irlandczyka miała być o jakieś 150 mln dolarów mniejsza.
McGregor sprawił niespodziankę i dotrwał aż do dziesiątej rundy pojedynku, kiedy sędzia przerwał pojedynek. Od razu po walce Irlandczyk wyzywał Amerykanina na rewanż. Ale w klatce, nie w ringu. Mayweather zapewniał jednak, że nigdy do MMA nie przejdzie, a walkę z McGregorem brał dla (oprócz wielkich pieniędzy) wyśrubowania rekordu. Było to jego 50. zwycięstwo w zawodowej karierze. A jeszcze nigdy nie przegrał.
Kibice i eksperci jednak spekulowali, że jedynym co może przekonać Mayweathera do debiutu w MMA będą pieniądze, jakie może wygenerować jego rewanż z McGregorem. I faktycznie coś jest na rzeczy.
Mayweather już od kilku tygodni trenuje MMA. – Potrzebowałem czasu, by dojrzeć do tej decyzji. Jestem przekonany, że dostanę licencję, a potem zostanę dopuszczony do walki – powiedział Amerykanin w rozmowie z TMZ.
Więcej o bokserskim starciu Mayweathera i McGregora przeczytacie TUTAJ.