UFC. "Jak się chce przytulać, niech wraca do żony". Jotko zdenerwowany po walce, na siebie też


- Przeciwnik przeleżał tę walkę. Mogłem to wygrać - żałował po przegranej z Davidem Branchem Krzysztof Jotko. Zresztą by wyrazić swoje zdenerwowanie nie przebierał w słowach. Polak okazał się gorszy od rywala na otwarcie gali UFC 211. Niejednogłośną decyzję podjęli sędziowie.

Kacper Sosnowski: Zgadzasz się z werdyktem?

 Krzysztof Jotko: O tym, że wygrał zaważyło ostatnie sprowadzenie w trzeciej rundzie. Wstałem po tym dosyć szybko, ale mnie rozprowadził. W sumie nic takiego nie zrobił. Przytulał się do mnie całe trzy rundy. Jak było widać, chciałem się z nim bić. To jest UFC kibice chcą zobaczyć walkę a nie przytulanki!

 Stało się to czego chciałeś uniknąć. Mówiłeś przed walką, że masz nadzieje, iż to będzie wymiana, a nie polowanie na twoje nogi i przyciskanie do siatki.

 Jestem na tym poziomie, że chce walczyć i pokazać swój kickboxing. To co kibice kochają. Jak on chce się przytulać niech wraca do swej żony i się przytula.

 Pewnie, żona tak zrobi, bo wygrał...

 Nie mogę powiedzieć, że on był słabym przeciwnikiem, ale w ogóle mi mnie zagrażał. Nie czułem jakiejś presji. On po prostu przeleżał tę walkę.

 Masz pretensję do siebie? Trzeba było nie dopuszczać do klinczu...

Niepotrzebnie się z nim później kleiłem. Powinienem po rozerwaniu klinczu stawać na środku i zaczynać walczyć. On był dosyć silny, kiedy ja próbowałem go klinczować on mnie obracał i znów staliśmy w tej samej pozycji co zawsze, czyli przytuleni przy siatce.

 Co radzili na to trenerzy, co powiedzieli ci przed trzecią rundą?

 Powiedzieli, że jest 1:1 i że muszę coś zrobić. Chciałem walczyć, ale była leżanka... Trenerzy byli zawiedzeni, ale najbardziej zawiedziony jestem ja. Przeciwnik był do pojechania na spokojnie. To jest jednak MMA. Raz się wygrywa, raz przegrywa. Czasem potrzeba trochę szczęścia.

 Skomplikowało to trochę twoje mistrzowskie marzenia i dobrą statystykę, którą zbudowałeś. Miałeś pięć wygranych z rzędu.

Skomplikowało, ale to nie jest koniec. Jestem młodym zawodnikiem. Teraz wracam do domu, odpocznę dwa tygodnie i z powrotem pójdę na salę robić formę.  By iść po kolejne zwycięstwo. To jest tylko jedna porażka po której wrócę silniejszy.

 Po walce szybko do ręki wziąłeś telefon. Co pisali znajomi?

 Każdy praktycznie pisał, że jest dobrze, żebym się nie podłamywał. No jak jest dobrze, jak przegrałem? Nic nie jest dobrze, jest chu...o!