UFC. Joanna Jędrzejczyk: Jestem urodzonym czempionem

W sobotę 14 marca Joanna Jędrzejczyk wejdzie do oktagonu w Dallas, aby spełnić marzenia - zostać mistrzynią świata UFC w wadze słomkowej. Jej przeciwniczką będzie Amerykanka Carla Esparza. - Jeżeli się czegoś mocno pragnie, to można przenosić góry. Oczywiście trzeba też przepracować swoje. Czasami z tego powodu bardzo cierpię - mówi dla Sport.pl Joanna Jędrzejczyk, która często sparuje z... mężczyznami. - Wolę oberwać mocniej od chłopaków. To jeszcze bardziej motywuje mnie do ciężkiej pracy.

Bartłomiej Szypowski: Z przytupem rozpoczęłaś swoją przygodę z UFC. Zaledwie osiem miesięcy po debiucie otrzymałaś szansę walki o mistrzowski pas. Marzenie jest na wyciągnięcie ręki.

Joanna Jędrzejczyk, zawodniczka Arrachionu Olsztyn: Dojście do tego momentu kosztowało mnie wiele wyrzeczeń. Karierze poświęciłam nie tylko moje codzienne życie, ale także życie moich bliskich. Mój sukces to również zasługa rodziny i przyjaciół. Wszyscy razem na to zapracowaliśmy.

Podchodzisz do tego pojedynku wyjątkowo?

- Przygotowywałam się tak, jak do każdej innej walki. Z jedną małą różnicą. Większy nacisk położyliśmy na wytrzymałość, bo w pojedynku o mistrzostwo świata walczy się pięć rund. Ja jeszcze takiej walki nie toczyłam. Z tego powodu moje sparingi były dłuższe. Muszę być gotowa na 25 minut ogromnego wysiłku. Dla kogoś z boku może się wydawać, że to niewiele. Zapewniam, że tak nie jest.

W walce z Claudią Gadelhą imponowałaś nie tylko wytrzymałością, ale przede wszystkim siłą fizyczną, choć przed pojedynkiem mówiło się, że to ona jest pod tym względem mocniejsza. Zdradzisz nam swój sekret?

- Generalnie Brazylijki mają krępą budowę ciała. Ja z kolei jestem trochę wyższa i na ważeniu wyglądam czasami przy nich jak szczupak. Siła drzemie we mnie gdzieś w środku. Uważam, że oprócz ciężkich fizycznych treningów potrzebne jest odpowiednie nastawienie. Jeżeli się czegoś mocno pragnie, to można przenosić góry. Oczywiście trzeba też przepracować swoje. Czasami z tego powodu bardzo cierpię. Szczególnie gdy chłopcy mocno przyciskają mnie do siatki, która potem zostawia na mojej skórze bolesne ślady.

Esparza, podobnie jak Gadelha, również będzie opierała swoją taktykę na sile fizycznej.

- Pojedynek prawdopodobnie będzie podobny. Carla różni się jednak tym, że jest bardzo dobrą zapaśniczką. Wydaje mi się, że nie będzie chciała tak często dociskać mnie do siatki, tylko zdecydowanie atakować moje nogi, szukając obalenia. Będę musiała odpowiednio reagować na te agresywne wejścia.

W Stanach Zjednoczonych już zdążyli pokochać twój styl. W Polsce jeszcze nie da się tego tak odczuć. Wystarczy spojrzeć na reakcję fanów - po KSW 30 - którzy najlepszą polską wojowniczką MMA okrzyknęli Karolinę Kowalkiewicz.

- Ludzie mieli okazję oglądać jej walkę w otwartym Polsacie. W akcji widziało ją mnóstwo rodaków. Nic dziwnego, że znają ją, a nie mnie. Nie ubolewam nad tym. Świadomie wybrałam karierę za granicą. Chciałam walczyć w najlepszej federacji na świecie i stawać w szranki z najlepszymi. Trzymam kciuki za Karolinę. Niech będzie najlepsza w Polsce. Ja będę najlepsza na świecie.

Miałaś ofertę z KSW?

- Tak. Byłam nawet blisko jej podpisania. Nie ujmując KSW. Nie chcę rywalek z podstawowych rankingów. UFC daje mi możliwość toczenia walk na najwyższym poziomie. W ciągu kilku miesięcy dali mi szansę stanąć w oktagonie z trzema zawodniczkami ze ścisłej światowej czołówki. Oczywiście nie ukrywam, że chciałabym w Polsce powalczyć. Ale to dopiero gdy nasycę się za granicą.

Wracając do twojej popularności w Stanach. Oprócz kibiców, zdaniem tamtejszych ekspertów, twój styl pokochał ktoś jeszcze, sam prezydent federacji Dana White. Jakie to uczucie?

- Czasami nawet mówią, że jestem jego pupilkiem (śmiech). On ma setki zawodników pod sobą, ale przede wszystkim lubi charakternych wojowników. W UFC można nawet kilka walk przegrać, a kontrakt wciąż zostaje. Trzeba zapewnić odpowiedni show. Oni tego chcą. Ja nigdy nie odpuszczam i często ryzykuję. Być może to jest przyczyną tej sympatii. To jest bardzo miłe.

Twój charakter doskonale było widać podczas ważenia przed walką z Gadhelą. Doszło między wami do małej sprzeczki.

- Brazylijki są bardzo charakterne. Przekroczyła moją strefę prywatności. W takich sytuacjach trzeba reagować, by nie dać sobie wejść na głowę. Przed pojedynkiem nie można pokazać żadnej słabości.

Ostatnio wizytę w Olsztynie złożyła ekipa filmowa UFC. Byli zaskoczeni, że w klubie na co dzień trenujesz z mężczyznami?

- Zawodniczki za granicą mają zdecydowanie większy dostęp do wartościowych sparingpartnerek. Ja może nie sparuję z nimi tak często, ale mi to nie przeszkadza. Wolę oberwać mocniej od chłopaków. To jeszcze bardziej motywuje mnie to ciężkiej pracy.

To daje ci przewagę nad innymi?

- Każdy z nas ma szansę być czempionem UFC. Wszystko zależy od szczerej pracy, którą włoży się w trening. Nie wolno nigdy w siebie zwątpić. Ja sama miewałam ciężkie momenty w swojej 12-letniej karierze. Jednak wiem, że jestem urodzonym czempionem i będę mistrzynią.

Jeżeli już będziesz mistrzynią, to czy pójdziesz w ślady wielu zawodników, którzy po osiągnięciu sukcesu często decydują się na kontynuowanie kariery w USA?

- Nie myślę o tym. Być może wyjadę na jakiś czas, aby potrenować z innymi dziewczynami. Jednak w Olsztynie mam wszystko, czego potrzebuję. Mam doskonałych trenerów i kolegów, którzy cały czas się rozwijają.

*Impreza UFC 185 rozpocznie się o godz. 0.30 czasu polskiego (15 marca)

Więcej o: