Olga Michałkiewicz dwukrotnie zdobyła juniorskie mistrzostwo świata w rywalizacji czwórek podwójnych. Jako seniorka dołożyła do tego srebro mistrzostw Europy oraz dwa brązy mistrzostw świata (w czwórce bez sterniczki). Wydawało się, że osada z nią w składzie powalczy również o medal na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Skończyło się na szóstym miejscu.
Później wyniki jeszcze się pogorszyły, przez co czwórka bez sterniczki o awans do igrzysk w Paryżu będzie musiała powalczyć w regatach kwalifikacyjnych. Nie pomoże jej w tym Michałkiewicz, która w wywiadzie dla Radia Zachód ogłosiła zawieszenie kariery.
Powodem takiej decyzji jest depresja, na którą choruje 29-latka. W rozmowie z Interią Sport przyznała, że "długo do tego dojrzewała", ale jej stan zdrowia nie pozwalał na dalszą rywalizację. - Tuż przed rozpoczęciem przygotowań zdałam sobie sprawę z tego, że sama już sobie z tym wszystkim nie radzę. Zdecydowałam się na to, by sięgnąć po pomoc. I tak zaczęłam leczenie - wyznała.
U Michałkiewicz choroba dawała o sobie znać w całkiem nietypowy sposób. Jeszcze przed wyjazdem do Tokio miała problemy z układem pokarmowym, jednakże badania nie wykazywały żadnych nieprawidłowości. Dopiero gdy zdiagnozowano u niej depresję i podjęła leczenie, tamte dolegliwości również ustąpiły. - Wszystko - jak widać - było ze sobą ściśle powiązane. To skłoniło mnie do tego, że postanowiłam o siebie zadbać - stwierdziła.
Pojawiły się również bardziej typowe dla depresji objawy. - Na początku była przede wszystkim ogromna obojętność. Odpłynęłam - totalnie odłączałam się od ciała. Przestawało mi zależeć na czymkolwiek. (...) Było też wiele takich sytuacji, w których najmniejsza rzecz wyprowadzała mnie z równowagi. Zawsze byłam ekspresyjna, ale to nie to. Widziałam, że moi bliscy obrywają, a sama nie wiedziałam, co się dzieje. Cały czas wybuchałam i nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Później zaczęłam się wyłączać i odsuwać. Nie chciałam z nikim rozmawiać, bo wiedziałam, że przestaję nad sobą panować - zdradziła.
To były dla wioślarki poważne sygnały ostrzegawcze, gdyż uważa się za bardzo empatyczną osobę, mającą dobre relacje z najbliższymi. Diagnoza stanowiła dla niej swego rodzaju ulgę, gdyż zrozumiała, że jej nagła przemiana jest spowodowana chorobą, a leczenie może jej pomóc.
W przypadku Michałkiewicz poza rozpoczęciem terapii bardzo ważne było również to, aby otwarcie powiedzieć o swoich problemach zdrowotnych. - To po prostu trzeba z siebie wyrzucić. W moim przypadku to mnie bardzo odblokowało. Początkowo zamknęłam się w sobie i w swoich czterech ścianach. Zaczęłam leczenie i przez kilka tygodni nie powiedziałam tego na głos, przed bliskimi, a nawet przed samą sobą. Bałam się o tym mówić. Im bardziej jednak poznawałam swój przypadek, to rozumiałam, że mam prawo tak się czuć. Zaczynałam rozumieć skąd to wszystko - powiedziała. Jej zdaniem wielu sportowców próbuje uciekać od problemu poprzez skupienie się na realizacji celów i ciężkiej pracy. Ona sama dopiero gdy musiała zrobić sobie przerwę, zobaczyła, jak to wszystko było dla niej przytłaczające i odbiło się na jej zdrowiu. Za główną przyczynę choroby uważa tłumienie wielu emocji i odczuć.
Utytułowana zawodniczka przez najbliższych kilkanaście miesięcy chce skupić się na sobie i powrocie do zdrowia, ale nie wyklucza powrotu do wioślarstwa. Chciałaby za to pracować z dziećmi i młodzieżą, również skupiając się na kwestiach zdrowotnych. - Według mnie praca z psychologiem powinna być obowiązkowa we wszystkich reprezentacjach. Nie da się odłączyć ciała i umysłu, a w szkole nikt nas nie uczy pracy z emocjami. Wiem już, że nie pojadę do Paryża, więc najbliższy czas chcę przeznaczyć na wykłady i spotkania z młodymi ludźmi, by potrafili wcześniej zareagować na niepokojące myśli i sygnały z ciała - zakończyła.