Wyprawa na K2 zakończona. Krzysztof Wielicki: Popełniliśmy pewne błędy

W poniedziałek Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy na K2, poinformował o tym, że akcja górska została zakończona. - W oparciu o głęboką analizę sytuacji, w porozumieniu z zespołem zdecydowałem o zakończeniu akcji - napisał na Facebooku. - Popełniliśmy pewne błędy - dodał w rozmowie z TVN24. - Niestety w tym roku góra okazała się za trudna, a my za słabi - skomentował Adam Bielecki.
Krzysztof Wielicki i Denis Urubko podczas otwarcia Centrum Górskiego 'Korona Ziemi' dokumentującego złotą erę polskiego himalaizmu. Zawoja, 15 lutego 2015 Krzysztof Wielicki i Denis Urubko podczas otwarcia Centrum Górskiego 'Korona Ziemi' dokumentującego złotą erę polskiego himalaizmu. Zawoja, 15 lutego 2015 Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Brak szans na zaatakowanie szczytu

- Wobec braku szans, żeby zaatakować szczyt i wobec niebezpieczeństwa, musieliśmy podjąć taką decyzję. Trochę się wydarzyło na tej wyprawie. Pogoda uniemożliwia nam atak, nie ma szans na aklimatyzację, okno pogodowe jest bardzo krótkie. Bezpieczeństwo jest dla mnie priorytetem - powiedział Wielicki w rozmowie z TVP Info.

- Decyzja była trudna i była analizowana od trzech dni. Rekonesans był dopełnieniem moich analiz. Po ośmiu godzinach, gdzie padał śnieg, sytuacja nie była dobra. Obozy prawdopodobnie są zniszczone. Opady śniegu powodują też zagrożenie powyżej wysokości 7400 metrów - dodał na antenie TVN24.

"Decyzję podjąłem osobiście"

- Decyzja nie była głosowana. Ja ją podjąłem osobiście, ale rozmawiałem z kolegami. Zespół zgodził się ze mną. Jeśli chodzi o drogę, to może gdybyśmy wcześniej ją zmienili mielibyśmy większy postęp. Pewne błędy popełniliśmy po wypadkach, które miały miejsce na drodze Basków - przyznał Wielicki.

Po czym dodał: Mogliśmy się spodziewać lepszej pogody. Przez całą wyprawę były zaledwie cztery okna pogodowe, w których istniała możliwość, by atakować szczyt. Gdyby okno pogodowe było dłuższe to może moglibyśmy przeprowadzić atak. Podobnie było w 1987 roku. Wówczas doszliśmy na tę samą wysokość, ale do szczytu było daleko.

Himalaista Adam Bielecki podczas XXII Festiwalu Górskiego im. Andrzeja Zawady. Lądek Zdrój, 24 września 2017 Himalaista Adam Bielecki podczas XXII Festiwalu Górskiego im. Andrzeja Zawady. Lądek Zdrój, 24 września 2017 Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta

"Trzeba będzie tu wrócić"

Decyzję o zakończeniu wyprawy skomentował również Adam Bielecki, himalaista, który uczestniczył m.in. w akcji ratunkowej Elisabeth Revol i Tomasza Mackiewicza.

"Niestety w tym roku góra okazała się za trudna, a my za słabi. Kilkudniowe opady śniegu zasypał poręcze a wiatr zniszczył namiot w ABC i prawdopodobnie namioty w wyższych obozach. Póki co akcja na górze jest zbyt niebezpieczna a nam brakuje czasu by czekać na lepsze warunki" - napisał na Twitterze Bielecki.

Polak podziękował również za wsparcie, i odważnie zapowiedział: trzeba będzie tu wrócić".

Narodowa wyprawa na K2. Narodowa wyprawa na K2. RAFAŁ FRONIA

Krzysztof Wielicki, na oficjalnym profilu wyprawy na Facebooku podał szereg przyczyn, dla których Polacy zakończyli akcję górską.

Narodowa wyprawa na K2. Narodowa wyprawa na K2. RAFAŁ FRONIA

Narodowa Zimowa Wyprawa na K2 rozpoczęła akcję na początku roku. 13 polskich himalaistów i 100 pakistańskich tragarzy ruszyło w niebezpieczną drogę wielkim lodowcem Baltoro do bazy pod K2, ostatnim niezdobytym w zimie ośmiotysięcznikiem.

Losy ekspedycji miały kilka przełomowych momentów. Pod koniec stycznia Adam Bielecki, Denis Urubko, Piotr Tomala i Jarosław Botor polecieli na Nangę Parbat ratować Elisabeth Revol i Tomasza Mackiewicza. Po ekspresowej wspinaczce Kuluarem Kinshofera w nocy, przy -40 stopniach Celsjusza, zdołali uratować francuską himalaistkę.

Później na ścianie K2 doszło do dwóch groźnych wypadków. Najpierw spadający kamień ranił Adama Bieleckiego. Na szczęście skończyło się na złamanym nosie i kilku szwach na głowie. Kolejny kamień złamał rękę Rafałowi Froni, który musiał być ewakuowany z bazy. 

Kompletna cisza. Nagle ryk z radia: "Spier...! Lawina!"

Po zmianie drogi na Żebro Abruzzi wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Polscy himalaiści doskonale wykorzystali kilkudniowe okno pogodowe. Bielecki z Denisem Urubko spędzili dwie noce, aklimatyzując się na wysokości 7200 m. Sprawdzili drogę wspinaczkową do 7400 m i zeszli do bazy.

Przed końcem lutego Urubko bez porozumienia z kierownictwem zdecydował się na samodzielny atak szczytowy. Dla niego zima w Karakorum kończyła się wraz z końcem miesiąca. Warunki pogodowe jednak nie pozwalały, żeby akcja w wykonaniu wybitnego himalaisty zakończyła się sukcesem. Po powrocie do bazy zdecydował się opuścić wyprawę.

Rafał Fronia: "Po takim "wyczynie" żaden z moich kolegów nie zwiąże się z nim liną

Zimowego zdobycia szczytu na K2  próbowano do tej pory czterokrotnie. W 1988 roku Krzysztofowi Wielickiemu i Leszkowi Cichemu, w wyprawie kierowanej przez Andrzeja Zawadę, udało się założyć obóz na wysokości 7300 metrów.

K2 nadal pozostanie ostatnim ośmiotysięcznikiem, którego zimą nie zdobył jeszcze nikt.