Moro wspinał się z Urubką wiele lat. Obaj stanowili silny i zgrany duet - do nich należą m.in. pierwsze zimowe wejścia na Gasherbrum II oraz na Makalu. Teraz jednak nie żyją w dobrych relacjach. Włoch w rozmowie z explorersweb.com skrytykował m.in. poglądy Urubki na temat zimy. Przypomnijmy, że Rosjanin uważa, iż ta pora roku trwa tylko do końca lutego, a nie jak twierdzą inni - w tym członkowie wyprawy na K2 - do 20 marca.
- Astronomiczna zima zaczyna się 21 grudnia i kończy 20 marca. Cały świat szanuje tę definicję. Tylko nie Urubko - zaczyna Moro. I mówi dalej: Polacy zaprosili go i opłacili jego pobyt pod K2. A on podważa ich zimowe wejścia na Broad Peak [8051 m, 5 marca 2013 r.] i Gaszerbrum I [8068 m, 9 marca 2012 r.]. To bardzo głupie. Pokazuje brak szacunku do ludzi, którzy dali mu obywatelstwo.
44-letni Urubko to były rosyjski żołnierz. Polskie obywatelstwo dostał na początku 2015 r.- On ma mentalność rosyjskiego wojskowego. Jest silny, nie boi się. To znakomite cechy, ale trzeba nimi odpowiednio zarządzać, by uchronić się od głupiego i śmiertelnego ryzyka. Dlatego Krzysztof Wielicki, jako kierownik wyprawy, powinien demonstrować swoją silną pozycję jako osoby decydującej, szczególnie wobec Denisa - mówił w grudniu Moro.

Z arch. Simone Moro
Wielickiemu okiełznać Urubki jednak się nie udało. Przypomnijmy, że wspinacz kilka dni temu nieoczekiwanie - bez uzgodnienia tego z kierownictwem - ruszył w górę, decydując się na samotną próbę zaatakowania szczytu K2 (8611 m). Dotarł do wysokości ok. 7600 m, spał w wykopanych jamach śnieżnych, ale w pewnym momencie wpadł do szczeliny (na głębokość pięciu metrów), co spowodowało, że zdecydował się odpuścić i wrócić na dół.
Europejskie media określiły jego wspinaczkę mianem "samobójczej".
- To trudny moment dla całej wyprawy. Niedawno doszło w niej do konfliktu, a do tego warunki nie pozwalają pracować na ścianie. Przesiadywanie w bazie nie jest komfortowe. Każdy uczestnik ekspedycji musi ciągle samemu się motywować. Mocno wierzę, że temu zespołowi nie zabraknie determinacji - mówi Jarosław Botor, członek Narodowej Zimowej Wyprawy i ratownik medyczny.
Jak informuje reporter TVN24 Robert Jałocha, który jest obecny pod K2, w czwartkowy poranek pogoda zaskoczyła himalaistów oraz dziennikarzy obecnych w bazie. - Wyszło słońce. Temperatura wynosi nieznacznie poniżej zera stopni. Śledzimy tutaj prognozy nie tylko dla szczytu, ale też dla naszej bazy. W nocy prognozowany był wiatr o sile 60 km/h i mieliśmy prośbę od Krzysztofa Wielickiego, by pilnować namiotów. Tak mocnego wiatru jednak nie było - mówił reporter TVN 24.
Poprawa pogody nie oznacza jednak, że himalaiści ruszą od razu do góry. Wszystko wskazuje jednak na to, że Polacy mogą wznowić wyprawę już w sobotę. - W czwartek i w piątek wiatr ma osiągać siłę około 50 km/h. Piotr Tomala przekazał mi, że być może za dwa dni uda się wyjść do góry - dodawał Jałocha.
Do zdobycia szczytu potrzebne są dwa okna pogodowe. Pierwsze na aklimatyzację, drugie na atak szczytowy. Celem dla większości z himalaistów będzie dotarcie do obozu trzeciego na wysokości 7450 m i spędzenie tam jednej lub dwóch nocy. Dopiero potem może nastąpić atak.
K2 było atakowane zimą tylko trzykrotnie. Na przełomie 1987 i 1988 r. próbę podjęła międzynarodowa grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady, w 2003 r. ekipą dowodził Wielicki, a w 2012 wspinali się Rosjanie. Żadna z tych ekspedycji nie przekroczyła progu 7650 m.
W polskiej wyprawie nadal biorą udział: Krzysztof Wielicki, Janusz Gołąb, Dariusz Załuski, Adam Bielecki, Marcin Kaczkan, Artur Małek, Marek Chmielarski, Piotr Tomala, Maciej Bedrejczuk i Piotr Snopczyński.
Simone Moro, marzec 2016 r., kilka dni po zdobyciu Nanga Parbat AAMIR QURESHI/AFP/EAST NEWS /